Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2014

Powtórnie narodzony, reż. Sergio Castellitto

Zmiażdżył. Wywalił z butów.
Historia amerykańskiego fotografa i włoskiej tłumaczki. Wielkiej romantycznej miłości zmąconej niemożnością posiadania dziecka. W tle konflikt zbrojny w Sarajewie w 1992.
Budowa filmu od pierwszych scen trzyma widza w napięciu i stopniowo, scena po scenie, odkrywa przed nim historię tak piękną, straszną, wzruszającą.

Polecam.


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Hobbit: The Desolation of Smaug (2013)

Na świeżo, po wyjściu z kina:
przyjemnie się ogląda. Bardzo fajnie zrobione efekty, dobra gra. Fabuła, o tyle o ile znam tolkienowskiego Hobbita, a nie czytałam Simarillionu... trudno mi się wypowiedzieć.
Oczywiście ciężko się ogląda ponad dwugodzinny film człowiekowi z wiecznym deficytem uwagi, ale udało się.

Z przemyśleń:
walczyć do końca.
nieustanna walka dobra ze złem.
jestem częścią świata i nie mogę zamknąć oczu na to, co jest poza granicami "mojego królestwa".
"nie ma takiego światła, które pokonałoby ciemności" (cytat może być niedokładny) - nie. jest dokładnie na odwrót: nie ma takiej ciemności, której nie rozświetliłoby światło. jest nadzieja.

Na koniec urzekający utwór z soundtracku. enjoy.

czwartek, 12 grudnia 2013

pisane.

czytanie i filmy.
pisać ciężko.
dzienniki Susan Sontag. Odrodzona.
bełkot nastolatki/ kobiety z borderline przemieszany z przemyśleniami wybitnej intelektualistki. znajomy pęd do przeczytania, zobaczenia, wysłuchania wszystkiego, co tylko istnieje. dużo pytań.
pisać.

trochę zdjęć. trzeba więcej.
mobilizacji.

notatki z Good Will Hunting. koniecznie. terapeutycznie.

dużo randomowego kina. Kręgi i Oldboy. dobre, zupełnie różne.
Chce się żyć, Grawitacja zupełnie od czapy, Adwokat, Iluzja, Nostalgia anioła.

Do pooglądania:
Ida
Papusza
Mój biegun
Call Girl
Pieta
Kraina Lodu
Młoda i Piękna

Do przeczytania w najbliższym czasie:
cała Susan Sontag
Muminki od C.

Fismoll genialny.

niedziela, 3 marca 2013

Zamieszkajmy razem, reż. Stephane Robelin

W ubiegły czwartek w ramach Studenckiego Nocnego Klubu Filmowego, jak niemal co tydzień zresztą (w lepszych czasach), wybrałyśmy się z M. do kina. Prawdę mówiąc nawet nie wiedziałam na jaki film, ale wiedziona wcześniejszymi doświadczeniami - zaufałam wyborowi kina. I nie zawiodłam się.

Filmweb mówi, że komedia. Może i tak, uśmiechu było niemało. Ale było też sporo dramatu, wzruszenia, refleksji. 
Film jest historią pięciorga przyjaciół, którzy zmagają się z upływającym czasem, z własną starością, chorobą. Spędzają razem dużo czasu i troszczą się o siebie nawzajem. Poniekąd z tej troski wynika pomysł, żeby razem zamieszkać. No i się zaczyna... :)

Urzekła mnie postać Jeanne grana przez Jane Fondę - "poproszę trumnę w żywym kolorze, a na moim pogrzebie wypijcie szampana. Ja już się z wami nie napiję, ale kieliszki możecie postawić nawet na trumnie."

Starsi ludzie przedstawieni w filmie są... młodzi, żyją tu i teraz, nie w utraconej przeszłości, ani w niepewnej przyszłości. 

Trudno ten obraz odnieść do polskich realiów, gdzie osoby u schyłku życia kojarzą się raczej (często słusznie) ze schorowanymi emerytami, których nie stać na wykupienie leków, z osobami samotnymi, zaniedbanymi tak fizycznie jak i emocjonalnie. 

W "Zamieszkajmy razem" ten obraz jest... piękny. Niepozbawiony rys, goryczy, ale przez to tym bardziej radosny i optymistyczny.
Jeśli miałabym się zestarzeć, to właśnie tak.

Film zdecydowanie polecam, choć ta moja "tfurczość" może nieudolna ;)