wtorek, 27 lipca 2010

Turbacz.

były Gorce.
Turbacz.
poszłam z "oddziałem geriatrycznym".
zostałam mianowana killerem
i jestem z tego dumna :)

nocna zabawa w "konia"
przy ognisku
i niedzielny obiad na piecu kaflowym.
było pięknie.

tematy prac:
Mój wewnętrzny pejzaż
Moi bliscy i ja
Moje przejście przez rzekę
Ja jako kobieta/Ja jako mężczyzna
Mama, tata i dziecko
Mój autorytet

Lao Che Magistrze Pigularzu

czwartek, 22 lipca 2010

Bajka o zasmuconym Smutku.

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
- Kim jesteś? - Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
a blade wargi wyszeptały:
- Ja? ... Nazywają mnie Smutkiem.
- Ach! Smutek! - zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
- Znasz mnie? - zapytał smutek niedowierzająco.
- Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
- Tak sądzisz... - zdziwił się Smutek - To dlaczego nie uciekasz przede mną?
Nie boisz się?
- A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?
- Ja ... jestem smutny - odpowiedział Smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
- Smutny jesteś... - powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. - A co Cię tak bardzo zasmuciło?
Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył.
Ach... wiesz... - zaczął powoli i z namysłem - najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy - i znowu westchnął. - Wiesz... ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.
- Masz rację - potwierdziła staruszka - Ja też często widuję takich ludzi.
Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
- Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia." Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
- Płacz, płacz Smutku. - wyszeptała czule - Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona.
Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
- Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?
- Ja? - zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko jak małe dziecko. - Ja jestem Nadzieja!

wtorek, 20 lipca 2010

Ważne.

Dorosły może wprowadzić w życie marzenia dziecka.
Wolisz marzenia czy ich realizację?

Far.

Millenium. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, reż. Niels Arden Oplev


Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Pooglądany przez pomyłkę, głupotę, nieuwagę.
Chciałam go pooglądać, nie powiem.
Ale jeszcze nie teraz, najpierw chciałam przeczytać książkę.
Może wtedy nie zdecydowałabym się na niego.

Wątek kryminalny dobry, ciekawy.
Ale
dużo przemocy, agresji,
sceny, których nie pokazałabym nigdy żadnej kobiecie.
Może jestem przewrażliwiona, chora.

Już drugi raz w bardzo krótkim czasie przypadkiem, zupełnie nieświadoma, trafiam na film, który porusza najboleśniejszą ostatnio strunę, emocjonalnie miażdży.
Wracając wczoraj z kina odwiedziła mnie znana już paranoja: ktoś się mną bawi, podstawia mi obrazki, które wreszcie mnie wykończą. Sama się przez nie/nimi wykończę.

W związku z powyższym zawieszam swoją działalność kinową (poza Shrekiem, którego miałam zobaczyć wczoraj) i czytelniczą do odwołania.

czwartek, 15 lipca 2010

Wenecja, reż. Jan Jakub Kolski


O tym, jak bardzo dziecko potrzebuje miłości.
O tym, że czuje, rozumie.
Że ma marzenia,
które realizuje pływając w "gondoli"
po zalanej piwnicy.

To dorośli nie rozumieją, nie czują.

I tonięcie - symbolika.

Nie chcę tu być.

Będę miał piękne życie.

...i w Wenecji mama powie mi, że mnie kocha.


Marcin Walewski jako Marek - cudowny.

Kolski...
jedyny w swoim rodzaju.
Liczy się obraz i przekaz.