Prowadź swój pług przez kości umarłych
Olga Tokarczuk
Naturą i powołaniem człowieka jest żyć w harmonii z przyrodą. Tak, Bóg w Dziele Stworzenia podporządkował człowiekowi zwierzątka i roślinki, ale nie mogę ich bezmyślnie niszczyć, "bo tak". Franciszek nazywa je braćmi i siostrami - to jest mój wzór i ideał, do tego chcę dążyć.
Myślę, że w innej sytuacji życiowej i kondycji psychicznej książka zanudziłaby mnie na śmierć. Nie ma tu wartkiej akcji, spisku, jest za to wątek kryminalny, który ciągnie się przez całą powieść i nadaje jej smaczku. Opisy Płaskowyżu, Kotliny Kłodzkiej, przyrody, która otaczała bohaterkę podczas "obchodów" działały na mnie bardzo uspokajająco - nie spodziewałam się, ale to jak najbardziej jest zaletą lekturki.
Teorii o tym, że zwierzęta się mszczą na ludziach za wszystkie bezeceństwa i zamiłowania do astrologii nie podzielam. Były momenty, w których miałam serdecznie dość bohaterki (jakkolwiek budzącej sympatię), uważałam, że grubo przesadza i rzeczywiście zakrawa na chorobę psychiczną, o którą bywa podejrzewana, ale nie zniechęciło mnie to do kontynuowania jej opowieści.
Rozwiązanie sprawy morderstw... mogłabym rzec, że dość zaskakujące, ale może dlatego, że zbytnio nie dociekałam.
Podobała mi się pierwszoosobowa narracja. Przez dość długi czas, zwłaszcza na początku, zastanawiałam się, czy autorka przekłada swoje przekonania na bohaterkę, czy się z nią utożsamia, i szukałam takich poglądów, z którymi osobiście się nie zgadzam.
Cieszę się, że przeczytałam tę powieść. Nie wiem, ile mi po niej zostanie, ale spędziłam przyjemny czas czytając ją. Na półce czeka
Prawiek inne czasy tej samej autorki.