Boski. Absolutnie boski, zdolny wywołać uśmiech u najbardziej przybitego elementu społecznego, jakim byłam dziś (wczoraj) wieczorem. Było ciężko, myślę sobie, to coś na przybicie. Kadry i zdania wyrwane z filmu, choć piękne, są doszczętnie smutne, przybijające (ostatnio częste to słowo w mojej mowie, bo i uczucie częste) i napawające beznadzieją. W kontekście filmu jako całości ich znaczenie zmienia się o 180 stopni. Zmienia się też życie Charliego (pokochałam od pierwszego wejrzenia!), który jest cudownym,, utalentowanym, choć zagubionym chłopakiem z bagażem....
bla bla bla. nie będę już nic więcej pisać. Polecam bardzo film. i soundtrack. i scenę tańca Emmy Watson i Ezry Millera. przyjemnie mi.