Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 grudnia 2013

pisane.

czytanie i filmy.
pisać ciężko.
dzienniki Susan Sontag. Odrodzona.
bełkot nastolatki/ kobiety z borderline przemieszany z przemyśleniami wybitnej intelektualistki. znajomy pęd do przeczytania, zobaczenia, wysłuchania wszystkiego, co tylko istnieje. dużo pytań.
pisać.

trochę zdjęć. trzeba więcej.
mobilizacji.

notatki z Good Will Hunting. koniecznie. terapeutycznie.

dużo randomowego kina. Kręgi i Oldboy. dobre, zupełnie różne.
Chce się żyć, Grawitacja zupełnie od czapy, Adwokat, Iluzja, Nostalgia anioła.

Do pooglądania:
Ida
Papusza
Mój biegun
Call Girl
Pieta
Kraina Lodu
Młoda i Piękna

Do przeczytania w najbliższym czasie:
cała Susan Sontag
Muminki od C.

Fismoll genialny.

wtorek, 19 lutego 2013

"Igrzyska śmierci" uważam za zamknięte!

W pierścieniu ognia
i Kosogłos, Suzanne Collins

dalszy ciąg przygód Katniss Everdeen i jej przyjaciół.
jeszcze nie wiem, czy to ja połknęłam kolejne 2 tomy, czy one połknęły... hm, pochłonęły mnie. może jedno i drugie.
mam wrażenie, że cokolwiek bym chciała napisać na temat fabuły, nie powinnam tego robić, bo... nie chciałabym nic zdradzić.
Może momenty są przewidywalne, może zakończenie całej trylogii też można sobie wyobrazić, ale zaskoczenia w trakcie lektury jest naprawdę dużo.
I choć uczucia po trosze mieszane, bo postać wyidealizowana (ale ile zaburzeń można by znaleźć!) i wszystko idzie gładko, to materiału do refleksji na najróżniejsze tematy nie brakuje.
Jaki świat zostawimy kolejnym pokoleniom?
Pionkiem w czyjej grze jestem?
Jaką rolę mam do odegrania w życiu innych?

Krótko i zwięźle dziś, ale myślę że warto przeczytać i przenieść się na chwilę w świat widziany oczami nastoletniej bohaterki. Emocje gwarantowane!

I do posłuchania coś, co mnie absolutnie wbiło w fotel. Chcę całą płytę taką.

Mela Koteluk i Czesła Śpiewa - Baczyński - pieśń o szczęściu

piątek, 8 lutego 2013

Książka lepsza niż film, czyli Igrzyska śmierci.

postanowieniem noworocznym było regularnie pisać. w tym tygodniu doświadczyłam, jak trudno jest napisać  na blogu sensowny wpis. w moim życiu dzieje się bowiem coś nowego, ktoś by powiedział: "bezprecedensowego" - biorę udział w projekcie promującym koncert niszowego zespołu metalowo-progresywnego z Krakowa. jakoś nie mam... energii, chęci, whatever, żeby się tym zajarać, ale jakoś idzie. może zajawka przyjdzie z czasem. choć nie powiem - zaangażowałam się i nie jest mi obojętne jaki osiągniemy efekt.

czas pracowity. sesja, która dla studenta dwóch kierunków nie trwa dwa tygodnie, jak Pan Bóg przykazał. jestem... za połową może, ale do końca daleko. dużo za mną, dużo osiągnęłam i to mnie motywuję, ale odpocząć też trzeba było, bo groziło zawaleniem (się i wszystkiego wokół).

moją uwagę od jakiegoś czasu zaprzątają "Igrzyska śmierci". dzięki Bogu, choć stosunkowo niedawno, najpierw trafiłam na książkę (dzięki którejś z promocji Woblinka).
tom pierwszy.
zbuntowana nastolatka, historia miłosna, walka z systemem... bla bla bla. ale ja nie o tym.
wyobraziłam sobie, że nasz świat za 200 albo 500 lat może wyglądać jak powieściowe Panem. to wszystko już było: reżim, ucisk, bunty, nawet ofiary z ludzi... ale przy tym nastąpił rozwój technologii, ludzie znają możliwości, jakie nam dzisiaj z trudem przychodzą do głowy. oczywiście fajne, ciekawe, przydatne, ale też służące przemocy i śmiercionośne.
największe wrażenie zrobiły na mnie Głodowe Igrzyska - teleturniej, w którym stawką jest życie, a moja walka o przetrwanie albo śmierć zadana z okrucieństwem dla jednych jest rozrywką, na którą co roku czekają w emocjach, dla innych koszmarem, który muszą oglądać, bo tego żąda od nich władza.

książka dobra, angażująca wyobraźnię, emocje. film... so so. może okazałby się lepszy, gdybym nie przeczytała książki, ale wcielam w życie postanowienie, że najpierw książka, potem film.

teraz jestem w trakcie drugiego tomu (powieść jest trylogią) - W pierścieniu ognia.
i nie potrafię się zdecydować, czy jest zaskakująca, czy naciągana. ale czytam dalej. jak skończę trzecią część zapewne będzie mi smutno, że to koniec tego literackiego świata, w którym żyję.
przyjdą następne.

środa, 9 marca 2011

Papillon.


Henri Charriere

Leżała ta książka i czekała, czekała, czekała... może dlatego, że ma mały druk i dość ciężko się czyta, ale jak już się zacznie to trudno się oderwać.
Jest rok 1930. 25-letni Henri Charriere aka Papillon zostaje skazany na dożywotnią karę ciężkich robót na Wyspach Zbawienia za zabójstwo, którego nie popełnił. To wszystko, co zapisał w kilkunastu zeszytach, co składa się na jego opowieść to historia 13 lat spędzonych na zsyłce, na "drodze wieczności", z której próbuje się kilkukrotnie wydostać, z mniejszym lub większym powodzeniem. Czasem szczegół, sekunda czy milimetr zaważą na tym, że ucieczka nie dojdzie do skutku, ale najbardziej zadziwiające jest to, że Papillon się nie poddaje, nie godzi się ze statusem niebezpiecznego więźnia i za wszelką cenę chce udowodnić, że potrafi być praworządnym obywatelem.
Jego droga przez więzienia jest dramatyczna, ale bardziej przykuwają moją uwagę i napawają nadzieją te momenty, w których bohater doświadcza nieprawdopodobnego wręcz dobra ze strony napotkanych ludzi. Zaufania, hojności, przyjaźni, a nawet miłości. Do samego dna poruszył mnie opis doświadczenia Boga podczas dryfowania na otwartym morzu na worku wypełnionym orzechami kokosowymi.

Historia jest napisana w konwencji literatury mówionej, dlatego tak łatwo mi było dostać się na zsyłkę czy do indiańskiego plemienia. Opisy są stricte obrazami faktów, czasem niezwykle precyzyjne, innym razem Charriere stwierdza, że można wszystko powiedzieć w jednym zdaniu. Opowieść miejscami brutalna, ale i napawająca nadzieją i podziwem dla niezłomności charakteru i woli życia bohatera.

sobota, 19 lutego 2011

Odette i inne historie miłosne.


Eric Emmanuel Schmitt

No tak, miłosne.
Osiem historii o kobietach kochających i pragnących miłości. Czyta się bardzo szybko i bez wysiłku, może dlatego prawie nic mi po nich nie zostało. Wszystkie o podobnej konstrukcji, bardzo proste, choć jedna czy dwie zdołały mnie zainteresować czy nawet zaskoczyć.

Może po prostu nie lubię historii miłosnych.

środa, 16 lutego 2011

Zaskoczony radością.


C. S. Lewis
Zaskoczony radością

Po lekturę sięgnęłam zauroczona wspomnianymi kiedyś Listami starego diabła do młodego tegoż autora i ochami i achami, które wydobywały się nad nim z różnych źródeł.
Książka jest autobiografią autora. Głównym motywem jest utrata wiary i nawrócenie, a także tytułowa Radość będąca połączenie tęsknoty, euforii, smutku, fascynacji, na którą spojrzenie ewoluowało wraz z wiekiem i duchową przemianą Lewisa.
Czytając nie da się zapomnieć, że autor był profesorem literatury na uniwersytecie w Oxfordzie, który czytał, czytał, (...), czytał dzieła, o których istnieniu zwykły śmiertelnik nie ma pojęcia i to właśnie wpływ pisarzy różnych epok na utratę i potem kształtowanie wiary jest najbardziej widoczny. Pod sam koniec pisze o tym, jak Bóg dociera do najbardziej upartych i ślepych serc i umysłów, wybiera najmniej oczekiwany czas i środki aby powalić nas na kolana.
Czyta się... dobrze, ale nie jest to książka, która pochłania bez reszty. Mnie nie pochłonęła. Jest bardzo dużo odniesień do najróżniejszej literatury, w których zdarzało mi się gubić. 3/4 książki skupia się na okresie szkolnym autora, dopiero ostatnie 100 stron to opowiadanie o Oxfordzie i wojnie, a ostatni rozdział dotyczy sedna sprawy, czyli nawrócenia, ale we wstępie wspomina o tym, że nie ma to być pełna autobiografia.
Wybierając tę książkę spodziewałam się czegoś nieco innego, ale nie żałuję, że ją przeczytałam, mimo że zajęło mi to ponad... 2 miesiące.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Irvin D. Yalom, Kat miłości


Irvin D. Yalom MD
Kat miłości

10 opowiadań psychoterapeutycznych, skrót z psychoterapii (czasem tylko zaznaczenie kluczowych momentów) przeprowadzonych przez amerykańskiego psychiatrę i terapeutę.

Powalający wstęp.

O nieuchronności śmierci.
O szukaniu środków uśmierzających lęk przed nią, przekonaniu o własnej wyjątkowości i wierze w ostatecznego zbawcę. Podlegam takim samym prawom natury i losu jak wszyscy inni. Wierzę w Boga i Jego Opatrzność, ale to nie znaczy, że nie spotka mnie w życiu nic złego.
Dzięki pewnej świadomości śmierci dojrzewa w nas mądrość i życie staje się bogatsze.

O wolności.
Wolność to odpowiedzialność - nikt nie przejmie kontroli i odpowiedzialności za moje życie. Ono jest mi dane, ale przede wszystkim zadane, jest mi zadany czas, który muszę dobrze wykorzystać.
Wolność wiąże się z lękiem. Lęk zdaniem autora wynika z tego, że wszechświat jest nieuporządkowaną strukturą, a człowiek pragnie gotowej struktury, pewnika. Ja przyjmuję to, czego być może autor nie akceptuje - wszechświat nie jest nieuporządkowaną strukturą, został mu nadany odwieczny porządek i mogę się w nim czuć bezpiecznie.
Być odpowiedzialnym - być autorem (Sartre).
Mam wolność bycia tym, kim chcę, ale nie mogę uwolnić się od wolności.
Przyjęcie odpowiedzialności wprowadza w przedsionek zmiany.
Każda decyzja wymaga rezygnacji z alternatywnego rozwiązania.

O egzystencjalnej izolacji.
Nie traktować drugiego człowieka jako tarczę przed izolacją.
Nie zlewać się z drugą osobą - wtedy traci się siebie.
Chociaż jestem sam w swojej łodzi, otuchy dodają mi światła innych łodzi płynących w pobliżu.
Pytanie o sens.
Sens daje poczucie panowania nad swoim życiem. Jest źródłem wartości, które kształtują zasady postępowania. Pytanie: po co żyję? zamienia się na: jak mam żyć?
Im bardziej szukam sensu samego w sobie tym mniejszą mam szansę znalezienia go. Wyłania się on raczej z sensownego działania i postępowania.

Tolerancja niepewności.
Wiedza jest lepsza niż niewiedza, próbowanie i podejmowanie ryzyka jest lepsze od niepróbowania i niepodejmowania ryzyka.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych

Prowadź swój pług przez kości umarłych
Olga Tokarczuk

Naturą i powołaniem człowieka jest żyć w harmonii z przyrodą. Tak, Bóg w Dziele Stworzenia podporządkował człowiekowi zwierzątka i roślinki, ale nie mogę ich bezmyślnie niszczyć, "bo tak". Franciszek nazywa je braćmi i siostrami - to jest mój wzór i ideał, do tego chcę dążyć.

Myślę, że w innej sytuacji życiowej i kondycji psychicznej książka zanudziłaby mnie na śmierć. Nie ma tu wartkiej akcji, spisku, jest za to wątek kryminalny, który ciągnie się przez całą powieść i nadaje jej smaczku. Opisy Płaskowyżu, Kotliny Kłodzkiej, przyrody, która otaczała bohaterkę podczas "obchodów" działały na mnie bardzo uspokajająco - nie spodziewałam się, ale to jak najbardziej jest zaletą lekturki.

Teorii o tym, że zwierzęta się mszczą na ludziach za wszystkie bezeceństwa i zamiłowania do astrologii nie podzielam. Były momenty, w których miałam serdecznie dość bohaterki (jakkolwiek budzącej sympatię), uważałam, że grubo przesadza i rzeczywiście zakrawa na chorobę psychiczną, o którą bywa podejrzewana, ale nie zniechęciło mnie to do kontynuowania jej opowieści.
Rozwiązanie sprawy morderstw... mogłabym rzec, że dość zaskakujące, ale może dlatego, że zbytnio nie dociekałam.

Podobała mi się pierwszoosobowa narracja. Przez dość długi czas, zwłaszcza na początku, zastanawiałam się, czy autorka przekłada swoje przekonania na bohaterkę, czy się z nią utożsamia, i szukałam takich poglądów, z którymi osobiście się nie zgadzam.

Cieszę się, że przeczytałam tę powieść. Nie wiem, ile mi po niej zostanie, ale spędziłam przyjemny czas czytając ją. Na półce czeka Prawiek inne czasy tej samej autorki.

czwartek, 18 lutego 2010


Szymon Hołownia
Ludzie na walizkach - zbiór rozmów

Przeczytane jeszcze po Bożym Narodzeniu. Ale ciągle jakoś tam wraca. Dlaczego cierpienie i o tym, ile go człowiek może w sobie pomieścić. I że można się nie poddać.
Cudem nie jest wyjście z cierpienia, tylko to, że mamy na tyle siły, żeby dalej żyć.
Żywi ludzie są na to dowodem. Nawet tu, blisko mnie - nie trzeba szukać daleko.

Pytania Pana Szymona bywają irytujące, ale do zniesienia. Przeczytałabym coś jeszcze tegoż.


Mam tzw. stosik do przeczytania:
Lesio J. Chmielewska - w ramach nadrabiania zaległości z klasyki bądź okolic i odreagowywania wszystkiego co się da.
Coś pożyczonego E. Griffin - przypadkiem.
Imperium R. Kapuściński - po raz trzeci już. Jedna z nielicznych książek, po którą sięgam kolejny raz i sięgać będę ciągle (marzy mi się własny egzemplarz, żebym mogła po nim pisać, rysować i robić cuda-niewidy. Wiem, nie wolno tego robić książkom, ale ta jest wyjątkowa.)
Toksyczni rodzice S. Forward - w ramach autoterapii.
Prawiek i inne czasy O. Tokarczuk - zobaczymy, czy dam radę.
Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet S. Larsson - czeka cierpliwie, mam nadzieję, że będzie słuszna uczta.
Międzynarodowe stosunki gospodarcze A. Budnikowski - na egzamin.


Dowiedziałam się, że naiwność jest cechą ludzi dobrych.
Gonitwa myśli. Mogę zwariować.
Lost 6 na tapecie. Pff...
Gospel w dalszym ciągu. Rozważam koncert w niedługim czasie.
I ciężkie rozmowy.

piątek, 15 stycznia 2010

Przeczytane/pooglądane:

Stowarzyszenie umarłych poetów

Najpierw książka:
od początku interesująca, wciągająca. Dziwię się, że do tej pory do niej nie sięgnęłam. Każdy z chłopców coś w sobie ma. Jeden uroczy, drugi tajemniczy, inny budzący mieszane uczucia. Powieść krótka, mimo zbliżającej się sesji przeczytana dość szybko. Jedynie poezja amerykańska mnie nie zachwyciła, zarówno w książce jak i w filmie.



Teraz film.

Zakochałam Neil'u Perry'm, którego grał młody Wilson. W filmie jego postać jest bardziej wyeksponowana niż w książce, tak samo jak nauczyciel literatury, John Keating (Robin Williams, świetna gra!). Jest kilka różnic między filmem a książką, brakuje scen, które są w filmie, za to jest kilka dialogów, których nie ma w książce (na plus). Generalnie film bardziej mi się podobał, bardziej przemówiła do mnie finałowa scena, wzruszyła. Poza tym chyba nie mogę czytać książki i oglądać filmu, muszę wybierać jedno albo drugie. Jak przeczytam książkę to film już nie jest tak ciekawy - przecież znam fabułę i wiem co się stanie dalej, więc po co oglądać (czytać w przeciwnym przypadku). To trochę denerwujące. Ale nie miałam takiego wrażenia oglądając Pana Tadeusza, Krzyżaków czy Przedwiośnia, choć ekranizację tego ostatniego uważam za wybitnie nieudaną, chyba nawet nie pooglądałam do końca.

Z uczelnianych:
napisana zerówka z zarządzania,
w poniedziałek nieruchomości.
Ciekawe trzy tygodnie się kroją.

Odrycie muzyczne:
Lady Pank: soundtrack do bajki O dwóch takich co ukradli księżyc.
Utwory: Chmurka, Hrabia, Matka i Siedmioramienna tęcza wymiatają!

sobota, 2 stycznia 2010

Czytam:

Moje życie z Mozartem
Eric Emmanuel Schmitt

Początek mi się nie podobał. Jakieś wywody nieszczęśliwego piętnastolatka. Ale potem, gdy ten piętnastolatek dorósł...
Nie wiedziałam, że można tak pięknie słowami opowiadać muzykę.
Pogodzić się z nieuniknionym smutkiem. Zaakceptować tragizm istnienia. Nie wierzgać przeciwko życiu, negując je. Nie marzyć o innym życiu niż to, które jest. Przyjąć rzeczywistość z otwartymi ramionami. Taką, jaką mamy.
Prosić o mądrość powiedzenia "tak", kiedy wszystko wokół krzyczy "nie".
Przebaczyć sobie, że jestem człowiekiem. I to, jakim jestem człowiekiem.

Maleo Reggae Rockers Alibi