Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pooglądane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pooglądane. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2014

Short Term 12 (reż. Destin Cretton)

- Co wyrasta z mojej głowy?
- To? Kwiaty. Reprezentują specyficzne myśli, które wyrastają z twojego wspaniałego umysłu.
Short Term 12

Piękny. Przechowalnia dla dzieciaków "po przejściach" prowadzona przez wyjątkowych młodych ludzi, którzy te dzieciaki naprawdę rozumieją i kochają.
Film trochę boli, ale i wzrusza. Piękne zdjęcia, klimat miejsca, całej historii.
Polecam.

niedziela, 5 stycznia 2014

Powtórnie narodzony, reż. Sergio Castellitto

Zmiażdżył. Wywalił z butów.
Historia amerykańskiego fotografa i włoskiej tłumaczki. Wielkiej romantycznej miłości zmąconej niemożnością posiadania dziecka. W tle konflikt zbrojny w Sarajewie w 1992.
Budowa filmu od pierwszych scen trzyma widza w napięciu i stopniowo, scena po scenie, odkrywa przed nim historię tak piękną, straszną, wzruszającą.

Polecam.


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Hobbit: The Desolation of Smaug (2013)

Na świeżo, po wyjściu z kina:
przyjemnie się ogląda. Bardzo fajnie zrobione efekty, dobra gra. Fabuła, o tyle o ile znam tolkienowskiego Hobbita, a nie czytałam Simarillionu... trudno mi się wypowiedzieć.
Oczywiście ciężko się ogląda ponad dwugodzinny film człowiekowi z wiecznym deficytem uwagi, ale udało się.

Z przemyśleń:
walczyć do końca.
nieustanna walka dobra ze złem.
jestem częścią świata i nie mogę zamknąć oczu na to, co jest poza granicami "mojego królestwa".
"nie ma takiego światła, które pokonałoby ciemności" (cytat może być niedokładny) - nie. jest dokładnie na odwrót: nie ma takiej ciemności, której nie rozświetliłoby światło. jest nadzieja.

Na koniec urzekający utwór z soundtracku. enjoy.

czwartek, 12 grudnia 2013

pisane.

czytanie i filmy.
pisać ciężko.
dzienniki Susan Sontag. Odrodzona.
bełkot nastolatki/ kobiety z borderline przemieszany z przemyśleniami wybitnej intelektualistki. znajomy pęd do przeczytania, zobaczenia, wysłuchania wszystkiego, co tylko istnieje. dużo pytań.
pisać.

trochę zdjęć. trzeba więcej.
mobilizacji.

notatki z Good Will Hunting. koniecznie. terapeutycznie.

dużo randomowego kina. Kręgi i Oldboy. dobre, zupełnie różne.
Chce się żyć, Grawitacja zupełnie od czapy, Adwokat, Iluzja, Nostalgia anioła.

Do pooglądania:
Ida
Papusza
Mój biegun
Call Girl
Pieta
Kraina Lodu
Młoda i Piękna

Do przeczytania w najbliższym czasie:
cała Susan Sontag
Muminki od C.

Fismoll genialny.

sobota, 31 sierpnia 2013

Charlie (The Perks of Being a Wallflower)


Boski. Absolutnie boski, zdolny wywołać uśmiech u najbardziej przybitego elementu społecznego, jakim byłam dziś (wczoraj) wieczorem. Było ciężko, myślę sobie, to coś na przybicie. Kadry i zdania wyrwane z filmu, choć piękne, są doszczętnie smutne, przybijające (ostatnio częste to słowo w mojej mowie, bo i uczucie częste) i napawające beznadzieją. W kontekście filmu jako całości ich znaczenie zmienia się o 180 stopni. Zmienia się też życie Charliego (pokochałam od pierwszego wejrzenia!), który jest cudownym,, utalentowanym, choć zagubionym chłopakiem z bagażem....

bla bla bla. nie będę już nic więcej pisać. Polecam bardzo film. i soundtrack. i scenę tańca Emmy Watson i Ezry Millera. przyjemnie mi.

niedziela, 3 marca 2013

Zamieszkajmy razem, reż. Stephane Robelin

W ubiegły czwartek w ramach Studenckiego Nocnego Klubu Filmowego, jak niemal co tydzień zresztą (w lepszych czasach), wybrałyśmy się z M. do kina. Prawdę mówiąc nawet nie wiedziałam na jaki film, ale wiedziona wcześniejszymi doświadczeniami - zaufałam wyborowi kina. I nie zawiodłam się.

Filmweb mówi, że komedia. Może i tak, uśmiechu było niemało. Ale było też sporo dramatu, wzruszenia, refleksji. 
Film jest historią pięciorga przyjaciół, którzy zmagają się z upływającym czasem, z własną starością, chorobą. Spędzają razem dużo czasu i troszczą się o siebie nawzajem. Poniekąd z tej troski wynika pomysł, żeby razem zamieszkać. No i się zaczyna... :)

Urzekła mnie postać Jeanne grana przez Jane Fondę - "poproszę trumnę w żywym kolorze, a na moim pogrzebie wypijcie szampana. Ja już się z wami nie napiję, ale kieliszki możecie postawić nawet na trumnie."

Starsi ludzie przedstawieni w filmie są... młodzi, żyją tu i teraz, nie w utraconej przeszłości, ani w niepewnej przyszłości. 

Trudno ten obraz odnieść do polskich realiów, gdzie osoby u schyłku życia kojarzą się raczej (często słusznie) ze schorowanymi emerytami, których nie stać na wykupienie leków, z osobami samotnymi, zaniedbanymi tak fizycznie jak i emocjonalnie. 

W "Zamieszkajmy razem" ten obraz jest... piękny. Niepozbawiony rys, goryczy, ale przez to tym bardziej radosny i optymistyczny.
Jeśli miałabym się zestarzeć, to właśnie tak.

Film zdecydowanie polecam, choć ta moja "tfurczość" może nieudolna ;)

piątek, 8 lutego 2013

Książka lepsza niż film, czyli Igrzyska śmierci.

postanowieniem noworocznym było regularnie pisać. w tym tygodniu doświadczyłam, jak trudno jest napisać  na blogu sensowny wpis. w moim życiu dzieje się bowiem coś nowego, ktoś by powiedział: "bezprecedensowego" - biorę udział w projekcie promującym koncert niszowego zespołu metalowo-progresywnego z Krakowa. jakoś nie mam... energii, chęci, whatever, żeby się tym zajarać, ale jakoś idzie. może zajawka przyjdzie z czasem. choć nie powiem - zaangażowałam się i nie jest mi obojętne jaki osiągniemy efekt.

czas pracowity. sesja, która dla studenta dwóch kierunków nie trwa dwa tygodnie, jak Pan Bóg przykazał. jestem... za połową może, ale do końca daleko. dużo za mną, dużo osiągnęłam i to mnie motywuję, ale odpocząć też trzeba było, bo groziło zawaleniem (się i wszystkiego wokół).

moją uwagę od jakiegoś czasu zaprzątają "Igrzyska śmierci". dzięki Bogu, choć stosunkowo niedawno, najpierw trafiłam na książkę (dzięki którejś z promocji Woblinka).
tom pierwszy.
zbuntowana nastolatka, historia miłosna, walka z systemem... bla bla bla. ale ja nie o tym.
wyobraziłam sobie, że nasz świat za 200 albo 500 lat może wyglądać jak powieściowe Panem. to wszystko już było: reżim, ucisk, bunty, nawet ofiary z ludzi... ale przy tym nastąpił rozwój technologii, ludzie znają możliwości, jakie nam dzisiaj z trudem przychodzą do głowy. oczywiście fajne, ciekawe, przydatne, ale też służące przemocy i śmiercionośne.
największe wrażenie zrobiły na mnie Głodowe Igrzyska - teleturniej, w którym stawką jest życie, a moja walka o przetrwanie albo śmierć zadana z okrucieństwem dla jednych jest rozrywką, na którą co roku czekają w emocjach, dla innych koszmarem, który muszą oglądać, bo tego żąda od nich władza.

książka dobra, angażująca wyobraźnię, emocje. film... so so. może okazałby się lepszy, gdybym nie przeczytała książki, ale wcielam w życie postanowienie, że najpierw książka, potem film.

teraz jestem w trakcie drugiego tomu (powieść jest trylogią) - W pierścieniu ognia.
i nie potrafię się zdecydować, czy jest zaskakująca, czy naciągana. ale czytam dalej. jak skończę trzecią część zapewne będzie mi smutno, że to koniec tego literackiego świata, w którym żyję.
przyjdą następne.

wtorek, 24 stycznia 2012

Człowiek Słoń.

Człowiek Słoń,
reż. David Lynch
1980.

Trudny, ale naprawdę piękny.
Inność, kalectwo, poranienie - mimo to można zostać zaakceptowanym, mieć przyjaciół.
To nadaje sens, przemienia. Trzeba tej iskry, wzruszenia, dostrzeżenia człowieka w kimś, kto do tej pory był uważany za monstrum, traktowany jak zwierzę. Trzeba zapłakać.

Wspaniały.

poniedziałek, 21 lutego 2011

127 godzin.


reż. Danny Boyle

biograficzny/dramat

Przed oglądaniem filmu nie przeczytałam ani jednego opisu, ani jednej opinii - nie miałam zielonego pojęcia o czym będzie. Oglądałam go jedynie z powodu nominacji do Oscara.
Nie wiem, co napisać o tym filmie. Bardzo mieszane uczucia: od ekscytacji niesamowitymi widokami, rowerowym szaleństwem, przez zazdrość z powodu niezależności głównego bohatera (no i przecież ja też tak chcę!) - to na samym początku. Zdarzył się wypadek - głaz przygniótł mu rękę. I co? Przez cały film będzie kombinował jak się wydostać. Nic nie będzie się działo.
Ale coś mnie ruszyło, żeby oglądać dalej.
Film jest tylko pozornie statyczny.
Jest o walce. O woli życia, miłości życia, pasji, swego rodzaju jego pochwałą, uwielbieniem.

Nie mogę przestać o nim myśleć.

środa, 19 stycznia 2011

Pooglądane:

Pooglądane:

Sztuczki, reż. A. Jakimowski.
Pora umierać, reż. D. Kędzierzawska. Taki... pięknie smutny. Rewelacyjna Danuta Szaflarska.
Alegria, reż. Franco Dragone. Jedna z piękniejszych bajek na świecie. Coś cudownego. Ale nie tak cudownego, jak występy Cirque du Soleil. W filmie występują artyści tegoż cyrku.
Opowieści z Narnii. Książę Kaspian, reż. A. Adamson.
Opowieści z Narinii. Podróż Wędrowca do Świtu, reż. M. Apted. Na przyszłość: nie oglądać filmów w 3D.

i chyba tyle.
napiszę więcej jak będzie więcej czasu.

środa, 22 grudnia 2010

Pooglądane:
Gran Torino.
Parnassus.

nie chce mi się oglądać, czytać, myśleć, pisać.
jak się zdecyduję, to coś dopiszę.

wczoraj trening z samym P.
rozbabrana rana.
parę ćwiczeń.
udało się wejść do samej góry po prostych chwytach.
w planach zakup woreczka, magnezji i butów.

8 przeczytanych w ciągu roku książek.
słabo.

dobra, edit.
przed chwilą skończyłam oglądać:

Gra
reż. David Fincher
thriller

Nooo... przez cały film zastanawiałam się, kto zrobił taki pojebany film. Jakoś przegapiłam napisy początkowe, ale na końcowych już zobaczyłam, że niejaki pan Fincher, z którym mieliśmy już do czynienia przy okazji Fight Clubu.

Nicholas Van Orton (Michael Douglas), inwestor-milioner, dostaje od brata na 48. urodziny mały blankiet, zaproszenie do tytułowej gry, która toczy się... w dość niespodziewany sposób.
Dobry.

Od jakiegoś czasu mam w planie Social Network.
Ale przez Siedem nie mogę przebrnąć, utykam po 10 minutach.


Sting & Edin Karmazov, Can she excuse my wrongs.
wow.

czwartek, 9 grudnia 2010

Pooglądane.


August Rush
reż. Kirsten Sheridan
dramat

O tym, ile wiary ma w sobie dziecko. O tym, jak podąża za muzyką, o jego cudownym darze słyszenia muzyki w całym otaczającym go świecie.
Piękny i poruszający.
Cudowna muzyka.

środa, 8 grudnia 2010

Pooglądane.


Jeremy Jones' Deeper
reż. Jeremy Jones

Śnieg, lodowiec, niesamowite wysokości. Niesamowite emocje. I deska. Tam, gdzie helikopter nie doleci, trzeba wejść samemu. Nocą. Żeby dokonać tego jedynego zjazdu, którego jeszcze nikt nigdy nie zrobił.






Alone on the Wall
reż. Peter Mortimer, Nick Rosen

Half Dome free solo.
Half Dome to 600 metrowa pionowa, niemal płaska ściana w Parku Narodowym Yosemite w Kalifornii. Alex Honnold (23) wszedł na nią solo (!) - czyli bez uprzęży, bez żadnej asekuracji w czasie 2 h 50 min. Kompletnie sam. Jedno zachwianie, jedno zwątpienie = śmierć.
Zainteresowanym polecam zobaczyć, jak wygląda ta ściana (fragment na obrazku), żeby w pełni uświadomić sobie, czego dokonał Alex.

Potem jeszcze
Welsh Connection, reż. Dave Brown - wspinaczka skałkowa w Północnej Walii.
i
Deklaracja Nieśmiertelności, reż. Marcin Koszałka.
O Piotrze Korczaku, najlepszym Polaku uprawiającym wspinaczkę skałkową. O jego niezgodzie na starzenie się, niedomaganiu fizycznym.

Niesamowite, ogromne emocje. Zapomniałam oddychać, mrugać, spociły mi się dłonie i miałam dreszcze. Długo nie mogłam się uspokoić.

Wszystko w ramach 8. Krakowskiego Festiwalu Górskiego, 3-5,12.2010.

wtorek, 16 listopada 2010

Peaceful Warrior.


Siła spokoju
reż. Victor Salva
dramat

Dawno nie byłam pod takim wrażeniem, tak podjarana filmem.
Nie mogłam się ogarnąć.
Niebardzo wiem, co o nim napisać.
Może tylko tyle,
że naprawdę polecam.

Gdzie jesteś? - Tutaj.
Kiedy? - Teraz.

piątek, 12 listopada 2010

Pooglądane.


Wszystko co kocham
reż. Jacek Boruch
dramat obyczajowy

W ramach lekcji patriotyzmu kino zaserwowało nam wczoraj film polski. Wybraliśmy Wszystko co kocham. Podejście moje sceptyczne zrównoważył Mateusz Kościukiewicz (Janek).
Polska, rok 1981, stan wojenny. Chłopcy grają punk rocka. Ojciec Janka i jego brata (Andrzej Chyra) jest oficerem Marynarki Wojennej, rodzice ich kolegów należą do Solidarności.
Bardzo dobrze widać to napięcie po wprowadzeniu stanu wojennego. I urzekła mnie kreacja Andrzeja Chyry - ojca, który mimo swojej funkcji nie idzie w stronę patologii i rodzinnego terroru, ale stoi murem za swoimi synami.
Natomiast słabo pokazany bunt społeczeństwa, młodzieży. To tak w kontekście wcześniej widzianego Beats of Freedom (Narodziny polskiego rocka). Ale może nie to było intencją twórców.



Dla ciebie i ognia
reż. Mateusz Jemioł, Tomasz Zasada
kryminał, thriller

kino niezależne.
W zasadzie moje pierwsze zetknięcie z nim.
I chyba nie doceniłam, bo gra aktorów była... nie przymierzając, tragiczna.
Mamy młodego, zdolnego dziennikarza, Adama, który karmi się ludzką tragedią. Ma pracę, pieniądze, fantastyczną dziewczynę. Pewnego dnia zaczyna dostawać przesyłki niewiadomego pochodzenia - zdjęcia i filmy, z których może wywnioskować, że dziewczyna go oszukuje, przez co chłopak wpada w paranoję.
Tu dość sprawnie rozwija się wątek kryminalny, pojawia się Janusz, który przywodzi na myśl adwokata diabła, kolejne podejrzenia, przemoc, zbrodnie.
Zakończenie... zaskakujące. Dla niego samego warto przełknąć grę aktorską, która to prawdopodobnie jest przypisana kinu niezależnemu (i tu kłania się moje nieobeznanie i niedoświadczenie).

poniedziałek, 8 listopada 2010

List 21.

Czas nie jest moją własnością.
Ani jednego momentu nie mogę stworzyć, zatrzymać.
Jest w całości prawdziwym darem.

Ani nie posiadam swojego ciała, (...) owej ogromnej i niebezpiecznej posiadłości pulsującej energią, która stworzyła światy, posiadłości, w której znalazłam się bez własnej woli i z której zostanę wyrzucona przez wolę cudzą.

za: C. S. Lewis, Listy Starego Diabła do Młodego, Media Rodzina, Warszawa 2005, s. 102

Mój, moja, moje nie oznacza posiadania, ale pewną czułość i bliskość.
Nigdy nie popatrzyłam w ten sposób.

Jeszcze ze wstępu:
Bóg nie posiada istoty przeciwstawnej, nie ma żadnej istoty, której by nie stworzył, żadnej, która byłaby doskonale zła.
Taka oczywista rzecz, ale poraziła mnie swą prostotą.

Cieszę się, że wróciłam do tej książki.

***

Z ważnych:
jeśli zdaję sobie sprawę ze zła i je oddaję to nie muszę się bać.
wk. się jak słyszę o miłości, bliskości, akceptacji. wolę dostać wpierdol.
wrażenia schować sobie do kieszeni.
autorytet ze względu na kompetencje. tylko trzeba zaufać.
więcej nie pamiętam.
a szkoda.

do zrobienia:
pranie ręczne
basen
naprawić komputer
ponagrywać płyty
zadanie z ryzyka
egzamin
zakupy.

Batmanka nie będzie.
:(

Pooglądane:
Garden State
PS. I love you
My Blueberry Nights.

poniedziałek, 25 października 2010

Pooglądane.

Pooglądane:
1408 horror
Michael Clayton thriller, dramat, kryminał (z Gorgem Clooneyem, masakrycznie nudny, nie oglądać!)
Prawo zemsty thriller
Rewers czarna komedia

weekend filmowy zaliczam do nieudanych.

I piosenka, która zrobiła na mnie wrażenie (przy ostatniej scenie Rewersu)
Nina Simone Don't let me be misunderstood
1964.

odkryłam ciekawą knajpkę z wymyślnymi drinkami.
miodzio.

niedziela, 17 października 2010

Zakazany owoc.


Keeping the Faith
reż. Edward Norton

komedia (romantyczna?)

Boski! :-)
Oglądałam w nocy i śmiałam się do łez.
Mamy trójkę przyjaciół, dwóch chłopców i dziewczynkę. Przyjaźń po grób. Ale dziewczynka, której rodzina wyjeżdża z Nowego Jorku, musi opuścić chłopców.
Chłopcy dorastają, Jake (Ben Stiller, rewelacyjny!) zostaje rabinem, Brian (Edward Norton, jeszcze lepszy!) katolickim księdzem, tworzą God's Squad, czyli Ekipę Boga, robią rzeczy niemożliwe, wprowadzają życie w skostniałą rutynę wiary i religii.
Jest taka scena, w której obydwaj idą zatłoczoną nowojorską ulicę w czarnych skórzanych kurtkach i czarnych okularach. Machos :D
Największa jazda zaczyna się kiedy wraca Anna, wspomniana przyjaciółka, teraz już businesswoman pnąca się na coraz wyższe stopnie kariery.

Polecam! :)

sobota, 16 października 2010

Fight Club.


Fight Club
reż. David Fincher
dramat (?), psychologiczny

Dość długo się zbierałam do obejrzenia tego filmu.
Moje pierwsze wrażenie jeszcze podczas oglądania i tuż po: Pojebany jak sanki.
Miał być o gościu uzależnionym od różnego rodzaju psychoterapii i grup wsparcia, m. in. dla mężczyzn z rakiem jąder, chorych z pasożytami, chorobami mózgu, wątroby, trzustki i wszystkich innych możliwych chorób. Zwróciłam uwagę na pewien komizm, z jakim zostało przedstawiona egzaltacja Amerykanów w tych grupach: jesteś w grupie, więc płacz, płacz cię oczyści... i takie pierdoły. Albo bicie brawa i podziękowania za "otwieranie się". Masakra.
Otóż
nie było o żadnym uzależnieniu, a przynajmniej nie to było istotą filmu. Istotą było... wyzwalanie w sobie bestii (interpretacja dowolna).
Mamy Jacka, narratora (w tej roli Edward Norton), u boku którego pojawia się Tyler Durden (Brad Pitt) - facet doskonały (?), taki, jakim znudzony i sfrustrowany Jack chciałby być.
Dalsza część filmu to naparzanie się bohaterów, powstanie tytułowego Fight Clubu, który rządził się określonymi prawami... a potem zrobił się Chaos (!).
Ale rozwiązanie było dobre. Nie spodziewałam się.

niedziela, 12 września 2010

Spotkanie.


reż. Thomas McCarthy

melodramat


Nie zagrał na uczuciach, ale stał się pewną motywacją. Można rozpocząć nowe życie, można cieszyć się z prostych rzeczy.
Pooglądany z pewnym dystansem, w smutku wręcz, ale zainteresował i poprawił nastrój - cel osiągnięty ;)

Walter Vale jest naukowcem, pisze książkę i uczy w szkole, jest strasznym wapniakiem i zgredem. Za wszelką cenę chce nauczyć się gry na fortepianie, ale brak mu tego czegoś.
Przez przypadek trafia na parę lokatorów - imigrantów, którzy są dla niego impulsem do zmiany życia, do znalezienia pasji. I Walter zaczyna grać na fantastycznym instrumencie - djembe.
Rodzą się też relacje, bliskość, ciepło, chęć niesienia pomocy.

Nie wywala z butów, ale dobry.
I plus za muzykę.