czwartek, 25 listopada 2010

O_o.



Oto co mnie zaskoczyło dziś.

wtorek, 16 listopada 2010

Peaceful Warrior.


Siła spokoju
reż. Victor Salva
dramat

Dawno nie byłam pod takim wrażeniem, tak podjarana filmem.
Nie mogłam się ogarnąć.
Niebardzo wiem, co o nim napisać.
Może tylko tyle,
że naprawdę polecam.

Gdzie jesteś? - Tutaj.
Kiedy? - Teraz.

piątek, 12 listopada 2010

Pooglądane.


Wszystko co kocham
reż. Jacek Boruch
dramat obyczajowy

W ramach lekcji patriotyzmu kino zaserwowało nam wczoraj film polski. Wybraliśmy Wszystko co kocham. Podejście moje sceptyczne zrównoważył Mateusz Kościukiewicz (Janek).
Polska, rok 1981, stan wojenny. Chłopcy grają punk rocka. Ojciec Janka i jego brata (Andrzej Chyra) jest oficerem Marynarki Wojennej, rodzice ich kolegów należą do Solidarności.
Bardzo dobrze widać to napięcie po wprowadzeniu stanu wojennego. I urzekła mnie kreacja Andrzeja Chyry - ojca, który mimo swojej funkcji nie idzie w stronę patologii i rodzinnego terroru, ale stoi murem za swoimi synami.
Natomiast słabo pokazany bunt społeczeństwa, młodzieży. To tak w kontekście wcześniej widzianego Beats of Freedom (Narodziny polskiego rocka). Ale może nie to było intencją twórców.



Dla ciebie i ognia
reż. Mateusz Jemioł, Tomasz Zasada
kryminał, thriller

kino niezależne.
W zasadzie moje pierwsze zetknięcie z nim.
I chyba nie doceniłam, bo gra aktorów była... nie przymierzając, tragiczna.
Mamy młodego, zdolnego dziennikarza, Adama, który karmi się ludzką tragedią. Ma pracę, pieniądze, fantastyczną dziewczynę. Pewnego dnia zaczyna dostawać przesyłki niewiadomego pochodzenia - zdjęcia i filmy, z których może wywnioskować, że dziewczyna go oszukuje, przez co chłopak wpada w paranoję.
Tu dość sprawnie rozwija się wątek kryminalny, pojawia się Janusz, który przywodzi na myśl adwokata diabła, kolejne podejrzenia, przemoc, zbrodnie.
Zakończenie... zaskakujące. Dla niego samego warto przełknąć grę aktorską, która to prawdopodobnie jest przypisana kinu niezależnemu (i tu kłania się moje nieobeznanie i niedoświadczenie).

poniedziałek, 8 listopada 2010

List 21.

Czas nie jest moją własnością.
Ani jednego momentu nie mogę stworzyć, zatrzymać.
Jest w całości prawdziwym darem.

Ani nie posiadam swojego ciała, (...) owej ogromnej i niebezpiecznej posiadłości pulsującej energią, która stworzyła światy, posiadłości, w której znalazłam się bez własnej woli i z której zostanę wyrzucona przez wolę cudzą.

za: C. S. Lewis, Listy Starego Diabła do Młodego, Media Rodzina, Warszawa 2005, s. 102

Mój, moja, moje nie oznacza posiadania, ale pewną czułość i bliskość.
Nigdy nie popatrzyłam w ten sposób.

Jeszcze ze wstępu:
Bóg nie posiada istoty przeciwstawnej, nie ma żadnej istoty, której by nie stworzył, żadnej, która byłaby doskonale zła.
Taka oczywista rzecz, ale poraziła mnie swą prostotą.

Cieszę się, że wróciłam do tej książki.

***

Z ważnych:
jeśli zdaję sobie sprawę ze zła i je oddaję to nie muszę się bać.
wk. się jak słyszę o miłości, bliskości, akceptacji. wolę dostać wpierdol.
wrażenia schować sobie do kieszeni.
autorytet ze względu na kompetencje. tylko trzeba zaufać.
więcej nie pamiętam.
a szkoda.

do zrobienia:
pranie ręczne
basen
naprawić komputer
ponagrywać płyty
zadanie z ryzyka
egzamin
zakupy.

Batmanka nie będzie.
:(

Pooglądane:
Garden State
PS. I love you
My Blueberry Nights.