Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2014

Short Term 12 (reż. Destin Cretton)

- Co wyrasta z mojej głowy?
- To? Kwiaty. Reprezentują specyficzne myśli, które wyrastają z twojego wspaniałego umysłu.
Short Term 12

Piękny. Przechowalnia dla dzieciaków "po przejściach" prowadzona przez wyjątkowych młodych ludzi, którzy te dzieciaki naprawdę rozumieją i kochają.
Film trochę boli, ale i wzrusza. Piękne zdjęcia, klimat miejsca, całej historii.
Polecam.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Hobbit: The Desolation of Smaug (2013)

Na świeżo, po wyjściu z kina:
przyjemnie się ogląda. Bardzo fajnie zrobione efekty, dobra gra. Fabuła, o tyle o ile znam tolkienowskiego Hobbita, a nie czytałam Simarillionu... trudno mi się wypowiedzieć.
Oczywiście ciężko się ogląda ponad dwugodzinny film człowiekowi z wiecznym deficytem uwagi, ale udało się.

Z przemyśleń:
walczyć do końca.
nieustanna walka dobra ze złem.
jestem częścią świata i nie mogę zamknąć oczu na to, co jest poza granicami "mojego królestwa".
"nie ma takiego światła, które pokonałoby ciemności" (cytat może być niedokładny) - nie. jest dokładnie na odwrót: nie ma takiej ciemności, której nie rozświetliłoby światło. jest nadzieja.

Na koniec urzekający utwór z soundtracku. enjoy.

sobota, 31 sierpnia 2013

Charlie (The Perks of Being a Wallflower)


Boski. Absolutnie boski, zdolny wywołać uśmiech u najbardziej przybitego elementu społecznego, jakim byłam dziś (wczoraj) wieczorem. Było ciężko, myślę sobie, to coś na przybicie. Kadry i zdania wyrwane z filmu, choć piękne, są doszczętnie smutne, przybijające (ostatnio częste to słowo w mojej mowie, bo i uczucie częste) i napawające beznadzieją. W kontekście filmu jako całości ich znaczenie zmienia się o 180 stopni. Zmienia się też życie Charliego (pokochałam od pierwszego wejrzenia!), który jest cudownym,, utalentowanym, choć zagubionym chłopakiem z bagażem....

bla bla bla. nie będę już nic więcej pisać. Polecam bardzo film. i soundtrack. i scenę tańca Emmy Watson i Ezry Millera. przyjemnie mi.

wtorek, 24 stycznia 2012

Człowiek Słoń.

Człowiek Słoń,
reż. David Lynch
1980.

Trudny, ale naprawdę piękny.
Inność, kalectwo, poranienie - mimo to można zostać zaakceptowanym, mieć przyjaciół.
To nadaje sens, przemienia. Trzeba tej iskry, wzruszenia, dostrzeżenia człowieka w kimś, kto do tej pory był uważany za monstrum, traktowany jak zwierzę. Trzeba zapłakać.

Wspaniały.

piątek, 15 stycznia 2010

Przeczytane/pooglądane:

Stowarzyszenie umarłych poetów

Najpierw książka:
od początku interesująca, wciągająca. Dziwię się, że do tej pory do niej nie sięgnęłam. Każdy z chłopców coś w sobie ma. Jeden uroczy, drugi tajemniczy, inny budzący mieszane uczucia. Powieść krótka, mimo zbliżającej się sesji przeczytana dość szybko. Jedynie poezja amerykańska mnie nie zachwyciła, zarówno w książce jak i w filmie.



Teraz film.

Zakochałam Neil'u Perry'm, którego grał młody Wilson. W filmie jego postać jest bardziej wyeksponowana niż w książce, tak samo jak nauczyciel literatury, John Keating (Robin Williams, świetna gra!). Jest kilka różnic między filmem a książką, brakuje scen, które są w filmie, za to jest kilka dialogów, których nie ma w książce (na plus). Generalnie film bardziej mi się podobał, bardziej przemówiła do mnie finałowa scena, wzruszyła. Poza tym chyba nie mogę czytać książki i oglądać filmu, muszę wybierać jedno albo drugie. Jak przeczytam książkę to film już nie jest tak ciekawy - przecież znam fabułę i wiem co się stanie dalej, więc po co oglądać (czytać w przeciwnym przypadku). To trochę denerwujące. Ale nie miałam takiego wrażenia oglądając Pana Tadeusza, Krzyżaków czy Przedwiośnia, choć ekranizację tego ostatniego uważam za wybitnie nieudaną, chyba nawet nie pooglądałam do końca.

Z uczelnianych:
napisana zerówka z zarządzania,
w poniedziałek nieruchomości.
Ciekawe trzy tygodnie się kroją.

Odrycie muzyczne:
Lady Pank: soundtrack do bajki O dwóch takich co ukradli księżyc.
Utwory: Chmurka, Hrabia, Matka i Siedmioramienna tęcza wymiatają!

piątek, 25 grudnia 2009

Święta.

Pooglądane:

Fracture /Słaby punkt
dramat sądowy/thriller

taki jak lubię. z Anthonym Hopkins'em. już byłam pewna, że sprawa jest przegrana, że to jeden z tych filmów, który nie kończy się zgodnie z oczekiwaniami widza, ale jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. dobry.



Brave One /Odważna


dramat/kryminał/thriller

z Jodie Foster i Sayid'em z Lostów.
o tym, że wraz ze śmiercią kogoś bliskiego w nas też coś umiera.
co może się stać kiedy żyjemy w strachu i bólu.
zaintrygowały mnie te audycje radiowe.





I jeszcze:
Źródło
dramat/psychologiczny

ale nie zrozumiałam go za bardzo, nie zrobiły na mnie wrażenia historie z przeszłości i przyszłości, jedynie ta współczesna coś ruszyła.

Zapisałam się do biblioteki śródmiejskiej.
Wypożyczyłam
Ciotkę Julię i skrybę
i
Dżumę w Breslau
ale chyba nic z tego nie będzie.

czwartek, 17 grudnia 2009

Girl, Interrupted


Przerwana lekcja muzyki.
Biograficzny. Dramat. Psychologiczny.

W szpitalu psychiatrycznym. Ale nie takim, jak w Locie nad kukułczym gniazdem, tylko w takim troszkę lepszym. 18-letnia dziewczyna z borderline. Niezbyt wyraźnie pokazana choroba, jakbym nie wiedziała jak to wygląda, to z filmu bym się chyba nie zorientowała. Ale może nie o to chodziło reżyserowi. Osobowości granicznej chyba nie da się wyleczyć, takim się już jest, można tylko łagodzić skrajne stany. Chociaż nie wiem. Nie wyobrażam sobie tego.
Rola Susanny (Winona Ryder) bardzo dobra, denerwowała mnie Lisa (Angelina Jolie), ale może bez niej film nie miałby tego smaczku i byłby nudny.

Swoją drogą, intryguje mnie ta tematyka ostatnio.
Gdzie i jak szukać samego siebie?

Trzeba w końcu zażegnać kryzys czytelniczy. Kończy się rok, właśnie lekko oprzytomniałam i zorientowałam się, że nie przeczytałam w całości ani jednej książki. Zaczęłam kilka, ale żadnej nie udało mi się skończyć.
W związku z tym zastanawiam się, co wybrać w Empiku.

...i ciągle będzie sam,
i będzie tańczył wciąż na linie
i nie będzie się śmiał.

O tak.

niedziela, 13 grudnia 2009

Pooglądane:


Czekolada, dramat
ładny, ciekawy, intrygujący troszkę.
pokazuje różne charaktery, postawy ludzkie, przemiany.
kreacja głównej bohaterki (Juliette Binoche) całkiem niezła, bardzo podobała mi się postać babci Armande - pod spękaną, zgrzybiałą skorupką kryje się niesamowita osoba.
tak samo jest w przypadku burmistrza, tyle że on ma ładną skorupkę, ale wypaczone spojrzenie na moralność i religijność.
chciałabym spróbować takiej czekolady, jaką przyrządzała Vianne Rocher.


Diabeł ubiera się u Prady, komedia

na sobotni zimowy wieczór, kiedy odzywa się przygnębienie i trzeba ratować nastrój.
refleksja: po co tracić życie prywatne przy założeniu, że wyczerpująca praca jest tylko tymczasowa? stracimy pracę, ale wtedy nie odzyskamy utraconej miłości i przyjaźni, a przynajmniej długo nam przyjdzie o nią walczyć. nie warto.
Andy (Anne Hathaway)... uparta, zdeterminowana, wie czego chce i nie waha się "użyć smoka", żeby osiągnąć cel, spełnić marzenie. ma dobre serce, ale "nie ma wyboru" i poddaje się tytułowemu Diabłowi (wnioskuję, że to Meryl Streep - Miranda Priestly).
swoją drogą: świat mody, mediów, osobistości - kolorowy, ładny, ale co tam jest w środku??

Marzę o przeczytaniu naprawdę dobrej, pięknej i wciągającej książki.
Jutro biblioteka.