piątek, 8 lutego 2013

Książka lepsza niż film, czyli Igrzyska śmierci.

postanowieniem noworocznym było regularnie pisać. w tym tygodniu doświadczyłam, jak trudno jest napisać  na blogu sensowny wpis. w moim życiu dzieje się bowiem coś nowego, ktoś by powiedział: "bezprecedensowego" - biorę udział w projekcie promującym koncert niszowego zespołu metalowo-progresywnego z Krakowa. jakoś nie mam... energii, chęci, whatever, żeby się tym zajarać, ale jakoś idzie. może zajawka przyjdzie z czasem. choć nie powiem - zaangażowałam się i nie jest mi obojętne jaki osiągniemy efekt.

czas pracowity. sesja, która dla studenta dwóch kierunków nie trwa dwa tygodnie, jak Pan Bóg przykazał. jestem... za połową może, ale do końca daleko. dużo za mną, dużo osiągnęłam i to mnie motywuję, ale odpocząć też trzeba było, bo groziło zawaleniem (się i wszystkiego wokół).

moją uwagę od jakiegoś czasu zaprzątają "Igrzyska śmierci". dzięki Bogu, choć stosunkowo niedawno, najpierw trafiłam na książkę (dzięki którejś z promocji Woblinka).
tom pierwszy.
zbuntowana nastolatka, historia miłosna, walka z systemem... bla bla bla. ale ja nie o tym.
wyobraziłam sobie, że nasz świat za 200 albo 500 lat może wyglądać jak powieściowe Panem. to wszystko już było: reżim, ucisk, bunty, nawet ofiary z ludzi... ale przy tym nastąpił rozwój technologii, ludzie znają możliwości, jakie nam dzisiaj z trudem przychodzą do głowy. oczywiście fajne, ciekawe, przydatne, ale też służące przemocy i śmiercionośne.
największe wrażenie zrobiły na mnie Głodowe Igrzyska - teleturniej, w którym stawką jest życie, a moja walka o przetrwanie albo śmierć zadana z okrucieństwem dla jednych jest rozrywką, na którą co roku czekają w emocjach, dla innych koszmarem, który muszą oglądać, bo tego żąda od nich władza.

książka dobra, angażująca wyobraźnię, emocje. film... so so. może okazałby się lepszy, gdybym nie przeczytała książki, ale wcielam w życie postanowienie, że najpierw książka, potem film.

teraz jestem w trakcie drugiego tomu (powieść jest trylogią) - W pierścieniu ognia.
i nie potrafię się zdecydować, czy jest zaskakująca, czy naciągana. ale czytam dalej. jak skończę trzecią część zapewne będzie mi smutno, że to koniec tego literackiego świata, w którym żyję.
przyjdą następne.

2 komentarze:

gosia pisze...

Siostra Tomka mi też te książki polecała... Do tej pory się nie zebrałam, ale skoro Ty jeszcze polecasz to może się zmotywuję...

W podobnym klimacie (z tego co widzę) to mogę polecić serię "Jutro" (Tomasz ma wszystkie 7 części, więc jak coś to będę Ci pożyczać ;), tyle że akcja dzieje się we współczesności. Wojenne klimaty. Powiedziałabym, że to takie... współczesne, australijskie "Kamienie na szaniec". Dobrze się czyta. Fabularnie szału nie ma. Ale przez pewien czas żyje się w tym świecie. A to się ceni.

Powodzenia z tym koncertem, Piękna!

Twoja,
g.

Paweł / Poezjabiegania pisze...

Opinie na "Lubimy czytać" bardzo przychylne, chyba skuszę się na audiobooka.

Z podobnych klimatów polecam "Wielki marsz" - poruszająca, bardzo dobra książka.