piątek, 15 stycznia 2010

Przeczytane/pooglądane:

Stowarzyszenie umarłych poetów

Najpierw książka:
od początku interesująca, wciągająca. Dziwię się, że do tej pory do niej nie sięgnęłam. Każdy z chłopców coś w sobie ma. Jeden uroczy, drugi tajemniczy, inny budzący mieszane uczucia. Powieść krótka, mimo zbliżającej się sesji przeczytana dość szybko. Jedynie poezja amerykańska mnie nie zachwyciła, zarówno w książce jak i w filmie.



Teraz film.

Zakochałam Neil'u Perry'm, którego grał młody Wilson. W filmie jego postać jest bardziej wyeksponowana niż w książce, tak samo jak nauczyciel literatury, John Keating (Robin Williams, świetna gra!). Jest kilka różnic między filmem a książką, brakuje scen, które są w filmie, za to jest kilka dialogów, których nie ma w książce (na plus). Generalnie film bardziej mi się podobał, bardziej przemówiła do mnie finałowa scena, wzruszyła. Poza tym chyba nie mogę czytać książki i oglądać filmu, muszę wybierać jedno albo drugie. Jak przeczytam książkę to film już nie jest tak ciekawy - przecież znam fabułę i wiem co się stanie dalej, więc po co oglądać (czytać w przeciwnym przypadku). To trochę denerwujące. Ale nie miałam takiego wrażenia oglądając Pana Tadeusza, Krzyżaków czy Przedwiośnia, choć ekranizację tego ostatniego uważam za wybitnie nieudaną, chyba nawet nie pooglądałam do końca.

Z uczelnianych:
napisana zerówka z zarządzania,
w poniedziałek nieruchomości.
Ciekawe trzy tygodnie się kroją.

Odrycie muzyczne:
Lady Pank: soundtrack do bajki O dwóch takich co ukradli księżyc.
Utwory: Chmurka, Hrabia, Matka i Siedmioramienna tęcza wymiatają!

Brak komentarzy: