poniedziałek, 31 stycznia 2011

chcę wilczura.
i boksera.
i czarnego kota.
i burego.
i niebieskiego brytyjczyka.

sobota, 29 stycznia 2011

Wydaje mi się,
że jestem z azbestu.
Rzeczywistość jest zupełnie inna
- jestem słabiutka jak maleńkie dziecko.

sobota, 22 stycznia 2011

.

Serce, ogarnij się,
a ty go, rozum, pilnuj!

o.

środa, 19 stycznia 2011

Pooglądane:

Pooglądane:

Sztuczki, reż. A. Jakimowski.
Pora umierać, reż. D. Kędzierzawska. Taki... pięknie smutny. Rewelacyjna Danuta Szaflarska.
Alegria, reż. Franco Dragone. Jedna z piękniejszych bajek na świecie. Coś cudownego. Ale nie tak cudownego, jak występy Cirque du Soleil. W filmie występują artyści tegoż cyrku.
Opowieści z Narnii. Książę Kaspian, reż. A. Adamson.
Opowieści z Narinii. Podróż Wędrowca do Świtu, reż. M. Apted. Na przyszłość: nie oglądać filmów w 3D.

i chyba tyle.
napiszę więcej jak będzie więcej czasu.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Olifant.



Mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne.
Marcin Świetlicki

o ku*wa!!
nie mogę oddychać.

Filandia.



a w sobotę idziemy na koncert.

sobota, 1 stycznia 2011

no dobra.
jednak będzie podsumowanie.
na Nowy Rok jest postanowienie: wrócić do stanu tuż sprzed załamania na dobre, odstawić leki, zrobić coś dobrego dla siebie i innych.
Na wiosnę zrobić rundkę po knajpkach krakowskich, objechać Jurę na rowerze, chodzić po górach ile się da, oglądać filmy, czytać książki, chodzić na koncerty i do filharmonii. Dobrze się uczyć (ale bez przesady) i zrobić praktykę studencką.
Tyle.
To napisałam w styczniu 2010.
nie udało się odstawić leków,
stan sprzed załamania... raz jest, raz go nie ma, ale jest dużo lepiej niż rok temu.
z robienia czegoś dobrego dla innych ktoś inny mnie będzie rozliczał.
knajpki krakowskie... poznałam kilka mniej lub bardziej sympatycznych miejsc, choć nie tyle, ile bym chciała. ale nic straconego.
Jura na rowerze była raz, w tym roku będzie więcej, jeśli R. nie odmówi mi towarzystwa.
mało gór, ale pamiętam wycieczkę na Turbacz i ten morderczy maraton przez Beskid Śląski oraz ostatnią, nieplanowaną wyprawę polarną na górę Chełm.
przeczytanych 8 książek, z których... w sumie każda była wartościowa i żadnej z nich nie żałuję.
filmów było dużo. bardzo. lepszych i gorszych. ale cieszę się, że odzyskałam zainteresowanie, przynajmniej w tym obszarze.
koncerty były 3, może 4.
22 egzaminy/zaliczenia do przodu.
praktyka... jest.

z nadprogramowych:
najistotniejsza była chyba terapia.
ścianka, spełnianie marzenia.
praca - mam nadzieję pociągnąć.
kilka dobrych relacji.
x. - bardzo cenny.

nie udało się z bieganiem.
i nie wiem, co się jeszcze nie udało. nieważne.
teraz będzie nowe.

w tym roku:
kupić buty i magnezję
naprawić spanie i jedzenie
modlitwa
sport (ścianka, basen, bieganie, rower)
filmy, książki, koncerty, knajpki, góry i Jura dalej aktualne.
dokończyć terapię
wrócić do gitary
pracować dalej na forach
napisać pracę, skończyć licencjat i podjąć decyzję co dalej.

wystarczy.
powoli, spokojnie, bez nastawiania się na cuda-niewidy.
dobrego Nowego Roku!

środa, 29 grudnia 2010

.

zazdroszczę Ci,
że możesz ode mnie odejść.

ja od siebie
nie mogę.

wtorek, 28 grudnia 2010

Debiut.

antybiotyki szybko leczą.
spowiedź i terapia są jak zioła,
trzeba jeszcze trochę czasu i wysiłku.
Tato może pstryknąć palcami i wszystko zabrać,
ale sama droga jest ogromną wartością.
choć na razie nieciekawie to wygląda
i trochę mnie niepokoi,
ale zobaczymy gdzie dotrzemy.

Tacie zostawić decyzję o zbawieniu, o tym, jaką chce mnie mieć.

budować relację z samą sobą. nie na złości i agresji.
dotrzeć do siebie.
potem już jakoś pójdzie.

święta były całkiem dobre.
u rodziców ciężka atmosfera, ale unieśliśmy.
ochrzczona mała I.
kochana jest.

wczoraj dostałam :
Debiut Czesława (!!)
i się zachwycam.
dziękuję! :)

Czesław Śpiewa Tyłem do przodka

środa, 22 grudnia 2010

Pooglądane:
Gran Torino.
Parnassus.

nie chce mi się oglądać, czytać, myśleć, pisać.
jak się zdecyduję, to coś dopiszę.

wczoraj trening z samym P.
rozbabrana rana.
parę ćwiczeń.
udało się wejść do samej góry po prostych chwytach.
w planach zakup woreczka, magnezji i butów.

8 przeczytanych w ciągu roku książek.
słabo.

dobra, edit.
przed chwilą skończyłam oglądać:

Gra
reż. David Fincher
thriller

Nooo... przez cały film zastanawiałam się, kto zrobił taki pojebany film. Jakoś przegapiłam napisy początkowe, ale na końcowych już zobaczyłam, że niejaki pan Fincher, z którym mieliśmy już do czynienia przy okazji Fight Clubu.

Nicholas Van Orton (Michael Douglas), inwestor-milioner, dostaje od brata na 48. urodziny mały blankiet, zaproszenie do tytułowej gry, która toczy się... w dość niespodziewany sposób.
Dobry.

Od jakiegoś czasu mam w planie Social Network.
Ale przez Siedem nie mogę przebrnąć, utykam po 10 minutach.


Sting & Edin Karmazov, Can she excuse my wrongs.
wow.

czwartek, 9 grudnia 2010

Pooglądane.


August Rush
reż. Kirsten Sheridan
dramat

O tym, ile wiary ma w sobie dziecko. O tym, jak podąża za muzyką, o jego cudownym darze słyszenia muzyki w całym otaczającym go świecie.
Piękny i poruszający.
Cudowna muzyka.

środa, 8 grudnia 2010

Pooglądane.


Jeremy Jones' Deeper
reż. Jeremy Jones

Śnieg, lodowiec, niesamowite wysokości. Niesamowite emocje. I deska. Tam, gdzie helikopter nie doleci, trzeba wejść samemu. Nocą. Żeby dokonać tego jedynego zjazdu, którego jeszcze nikt nigdy nie zrobił.






Alone on the Wall
reż. Peter Mortimer, Nick Rosen

Half Dome free solo.
Half Dome to 600 metrowa pionowa, niemal płaska ściana w Parku Narodowym Yosemite w Kalifornii. Alex Honnold (23) wszedł na nią solo (!) - czyli bez uprzęży, bez żadnej asekuracji w czasie 2 h 50 min. Kompletnie sam. Jedno zachwianie, jedno zwątpienie = śmierć.
Zainteresowanym polecam zobaczyć, jak wygląda ta ściana (fragment na obrazku), żeby w pełni uświadomić sobie, czego dokonał Alex.

Potem jeszcze
Welsh Connection, reż. Dave Brown - wspinaczka skałkowa w Północnej Walii.
i
Deklaracja Nieśmiertelności, reż. Marcin Koszałka.
O Piotrze Korczaku, najlepszym Polaku uprawiającym wspinaczkę skałkową. O jego niezgodzie na starzenie się, niedomaganiu fizycznym.

Niesamowite, ogromne emocje. Zapomniałam oddychać, mrugać, spociły mi się dłonie i miałam dreszcze. Długo nie mogłam się uspokoić.

Wszystko w ramach 8. Krakowskiego Festiwalu Górskiego, 3-5,12.2010.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Wrażliwych przepraszam.

Huśtawka.
Jebana, pierdolona huśtawka.

Nie rozmawiać z M. o tym.
Po co? To nic dobrego.

Widziałam niesamowite rzeczy.
Ale o nich kiedy indziej.

Idę popływać.

Linkin Park From the inside.

czwartek, 25 listopada 2010

O_o.



Oto co mnie zaskoczyło dziś.

wtorek, 16 listopada 2010

Peaceful Warrior.


Siła spokoju
reż. Victor Salva
dramat

Dawno nie byłam pod takim wrażeniem, tak podjarana filmem.
Nie mogłam się ogarnąć.
Niebardzo wiem, co o nim napisać.
Może tylko tyle,
że naprawdę polecam.

Gdzie jesteś? - Tutaj.
Kiedy? - Teraz.

piątek, 12 listopada 2010

Pooglądane.


Wszystko co kocham
reż. Jacek Boruch
dramat obyczajowy

W ramach lekcji patriotyzmu kino zaserwowało nam wczoraj film polski. Wybraliśmy Wszystko co kocham. Podejście moje sceptyczne zrównoważył Mateusz Kościukiewicz (Janek).
Polska, rok 1981, stan wojenny. Chłopcy grają punk rocka. Ojciec Janka i jego brata (Andrzej Chyra) jest oficerem Marynarki Wojennej, rodzice ich kolegów należą do Solidarności.
Bardzo dobrze widać to napięcie po wprowadzeniu stanu wojennego. I urzekła mnie kreacja Andrzeja Chyry - ojca, który mimo swojej funkcji nie idzie w stronę patologii i rodzinnego terroru, ale stoi murem za swoimi synami.
Natomiast słabo pokazany bunt społeczeństwa, młodzieży. To tak w kontekście wcześniej widzianego Beats of Freedom (Narodziny polskiego rocka). Ale może nie to było intencją twórców.



Dla ciebie i ognia
reż. Mateusz Jemioł, Tomasz Zasada
kryminał, thriller

kino niezależne.
W zasadzie moje pierwsze zetknięcie z nim.
I chyba nie doceniłam, bo gra aktorów była... nie przymierzając, tragiczna.
Mamy młodego, zdolnego dziennikarza, Adama, który karmi się ludzką tragedią. Ma pracę, pieniądze, fantastyczną dziewczynę. Pewnego dnia zaczyna dostawać przesyłki niewiadomego pochodzenia - zdjęcia i filmy, z których może wywnioskować, że dziewczyna go oszukuje, przez co chłopak wpada w paranoję.
Tu dość sprawnie rozwija się wątek kryminalny, pojawia się Janusz, który przywodzi na myśl adwokata diabła, kolejne podejrzenia, przemoc, zbrodnie.
Zakończenie... zaskakujące. Dla niego samego warto przełknąć grę aktorską, która to prawdopodobnie jest przypisana kinu niezależnemu (i tu kłania się moje nieobeznanie i niedoświadczenie).

poniedziałek, 8 listopada 2010

List 21.

Czas nie jest moją własnością.
Ani jednego momentu nie mogę stworzyć, zatrzymać.
Jest w całości prawdziwym darem.

Ani nie posiadam swojego ciała, (...) owej ogromnej i niebezpiecznej posiadłości pulsującej energią, która stworzyła światy, posiadłości, w której znalazłam się bez własnej woli i z której zostanę wyrzucona przez wolę cudzą.

za: C. S. Lewis, Listy Starego Diabła do Młodego, Media Rodzina, Warszawa 2005, s. 102

Mój, moja, moje nie oznacza posiadania, ale pewną czułość i bliskość.
Nigdy nie popatrzyłam w ten sposób.

Jeszcze ze wstępu:
Bóg nie posiada istoty przeciwstawnej, nie ma żadnej istoty, której by nie stworzył, żadnej, która byłaby doskonale zła.
Taka oczywista rzecz, ale poraziła mnie swą prostotą.

Cieszę się, że wróciłam do tej książki.

***

Z ważnych:
jeśli zdaję sobie sprawę ze zła i je oddaję to nie muszę się bać.
wk. się jak słyszę o miłości, bliskości, akceptacji. wolę dostać wpierdol.
wrażenia schować sobie do kieszeni.
autorytet ze względu na kompetencje. tylko trzeba zaufać.
więcej nie pamiętam.
a szkoda.

do zrobienia:
pranie ręczne
basen
naprawić komputer
ponagrywać płyty
zadanie z ryzyka
egzamin
zakupy.

Batmanka nie będzie.
:(

Pooglądane:
Garden State
PS. I love you
My Blueberry Nights.

poniedziałek, 25 października 2010

Pooglądane.

Pooglądane:
1408 horror
Michael Clayton thriller, dramat, kryminał (z Gorgem Clooneyem, masakrycznie nudny, nie oglądać!)
Prawo zemsty thriller
Rewers czarna komedia

weekend filmowy zaliczam do nieudanych.

I piosenka, która zrobiła na mnie wrażenie (przy ostatniej scenie Rewersu)
Nina Simone Don't let me be misunderstood
1964.

odkryłam ciekawą knajpkę z wymyślnymi drinkami.
miodzio.

niedziela, 17 października 2010

Zakazany owoc.


Keeping the Faith
reż. Edward Norton

komedia (romantyczna?)

Boski! :-)
Oglądałam w nocy i śmiałam się do łez.
Mamy trójkę przyjaciół, dwóch chłopców i dziewczynkę. Przyjaźń po grób. Ale dziewczynka, której rodzina wyjeżdża z Nowego Jorku, musi opuścić chłopców.
Chłopcy dorastają, Jake (Ben Stiller, rewelacyjny!) zostaje rabinem, Brian (Edward Norton, jeszcze lepszy!) katolickim księdzem, tworzą God's Squad, czyli Ekipę Boga, robią rzeczy niemożliwe, wprowadzają życie w skostniałą rutynę wiary i religii.
Jest taka scena, w której obydwaj idą zatłoczoną nowojorską ulicę w czarnych skórzanych kurtkach i czarnych okularach. Machos :D
Największa jazda zaczyna się kiedy wraca Anna, wspomniana przyjaciółka, teraz już businesswoman pnąca się na coraz wyższe stopnie kariery.

Polecam! :)

sobota, 16 października 2010

Fight Club.


Fight Club
reż. David Fincher
dramat (?), psychologiczny

Dość długo się zbierałam do obejrzenia tego filmu.
Moje pierwsze wrażenie jeszcze podczas oglądania i tuż po: Pojebany jak sanki.
Miał być o gościu uzależnionym od różnego rodzaju psychoterapii i grup wsparcia, m. in. dla mężczyzn z rakiem jąder, chorych z pasożytami, chorobami mózgu, wątroby, trzustki i wszystkich innych możliwych chorób. Zwróciłam uwagę na pewien komizm, z jakim zostało przedstawiona egzaltacja Amerykanów w tych grupach: jesteś w grupie, więc płacz, płacz cię oczyści... i takie pierdoły. Albo bicie brawa i podziękowania za "otwieranie się". Masakra.
Otóż
nie było o żadnym uzależnieniu, a przynajmniej nie to było istotą filmu. Istotą było... wyzwalanie w sobie bestii (interpretacja dowolna).
Mamy Jacka, narratora (w tej roli Edward Norton), u boku którego pojawia się Tyler Durden (Brad Pitt) - facet doskonały (?), taki, jakim znudzony i sfrustrowany Jack chciałby być.
Dalsza część filmu to naparzanie się bohaterów, powstanie tytułowego Fight Clubu, który rządził się określonymi prawami... a potem zrobił się Chaos (!).
Ale rozwiązanie było dobre. Nie spodziewałam się.