sobota, 19 lutego 2011

Odette i inne historie miłosne.


Eric Emmanuel Schmitt

No tak, miłosne.
Osiem historii o kobietach kochających i pragnących miłości. Czyta się bardzo szybko i bez wysiłku, może dlatego prawie nic mi po nich nie zostało. Wszystkie o podobnej konstrukcji, bardzo proste, choć jedna czy dwie zdołały mnie zainteresować czy nawet zaskoczyć.

Może po prostu nie lubię historii miłosnych.

4 komentarze:

gosia pisze...

jak mi ją zwrócisz to będę mogła się wypowiedzieć na ten temat ;). Choć nie zgodzę się trochę z tą Twoją notką. Według mnie książki nie są jedynie po to, by coś "zostawało". Książka wartościowa może również być po prostu "oddechem", odpoczynkiem, oderwaniem się od tego życia. I powiem Ci szczerze... u mnie przeczytanie książki o lekkiej tematyce urasta to rangi prawdziwego odpoczynku i odprężenia... a więc do przyjemności wobec tych "wartościowych", co w swoim języku mają to "coś" ;).

Słowem: Myślę, że książka powinna przede wszystkim sprawiać przyjemność, a niekoniecznie coś zostawiać... ;). Jak to zrobi - Chwała jej za to, ale to nie jest jej nadrzędny cel - WG MNIE! ;)

ef pisze...

możliwe, ale są też książki, przy których można się odprężyć, odpocząć i znaleźć to coś, zatracić się w tym, co czytasz.

Luc pisze...

Właśnie czytam Odette. Choć sam termin "właśnie" nie bardzo przystoi, kiedy lektura trwa ponad 3 miesiące... i końca nie widać.

ef pisze...

Luc, spokojnie, nikt Cię nie goni.
fajnie, że zajrzałeś.
:)