poniedziałek, 14 marca 2011

był koncert.
Czesław + Lao Che.
zajedwabisty i wypiermandolisty.
[tu powinna nastąpić niezliczona ilość ochów i achów, ale się powstrzymam. było super.]

do zrobienia:
praca licencjacka
posprzątać pokój
pranie
bank
zakupy
kino wieczorem.

znalazłam stare płyty z muzyką i uśmiecham się do siebie idąc ulicą.

niech mnie ktoś wypier[beep]li z domu, bo nie wyjdę, no.

Red Hot Chilli Peppers Dani California

środa, 9 marca 2011

Papillon.


Henri Charriere

Leżała ta książka i czekała, czekała, czekała... może dlatego, że ma mały druk i dość ciężko się czyta, ale jak już się zacznie to trudno się oderwać.
Jest rok 1930. 25-letni Henri Charriere aka Papillon zostaje skazany na dożywotnią karę ciężkich robót na Wyspach Zbawienia za zabójstwo, którego nie popełnił. To wszystko, co zapisał w kilkunastu zeszytach, co składa się na jego opowieść to historia 13 lat spędzonych na zsyłce, na "drodze wieczności", z której próbuje się kilkukrotnie wydostać, z mniejszym lub większym powodzeniem. Czasem szczegół, sekunda czy milimetr zaważą na tym, że ucieczka nie dojdzie do skutku, ale najbardziej zadziwiające jest to, że Papillon się nie poddaje, nie godzi się ze statusem niebezpiecznego więźnia i za wszelką cenę chce udowodnić, że potrafi być praworządnym obywatelem.
Jego droga przez więzienia jest dramatyczna, ale bardziej przykuwają moją uwagę i napawają nadzieją te momenty, w których bohater doświadcza nieprawdopodobnego wręcz dobra ze strony napotkanych ludzi. Zaufania, hojności, przyjaźni, a nawet miłości. Do samego dna poruszył mnie opis doświadczenia Boga podczas dryfowania na otwartym morzu na worku wypełnionym orzechami kokosowymi.

Historia jest napisana w konwencji literatury mówionej, dlatego tak łatwo mi było dostać się na zsyłkę czy do indiańskiego plemienia. Opisy są stricte obrazami faktów, czasem niezwykle precyzyjne, innym razem Charriere stwierdza, że można wszystko powiedzieć w jednym zdaniu. Opowieść miejscami brutalna, ale i napawająca nadzieją i podziwem dla niezłomności charakteru i woli życia bohatera.

wtorek, 8 marca 2011

Durbaszka.

pięknie było.
bardzo potrzebne.
góry, cudowni ludzie,
Eucharystia w schronisku i spowiedź
i dobra zabawa.
bezsenność i rozmowy nad ranem.
niepewność i poczucie bycia nieudolnym, upokorzonym.
autoagresja potem.

spokornieć.

miłość nie może być wyrzutem.
uwierzyć w to, że Tato kocha i nie bać się tego.
jeśli coś jest nieokreślone, niejasne, znaczy, że jest w tym Zły.
jeśli wiara jest autentyczna to nakazy, przykazania... są proste, oczywiste. nie ma żadnej trudności w ich wypełnianiu. nie ma szukania dziury w całym nawet jak coś jest niejasne. jest tylko tak i nie.

nie umiem się nie zagryzać.
prosić o uwolnienie.

2Pac ft. Akon Ghetto Gospel.

poniedziałek, 28 lutego 2011

moja twarz
była w tym wszystkim najstraszniejsza
bo moja.

Marcin Świetlicki Chmurka

poniedziałek, 21 lutego 2011

127 godzin.


reż. Danny Boyle

biograficzny/dramat

Przed oglądaniem filmu nie przeczytałam ani jednego opisu, ani jednej opinii - nie miałam zielonego pojęcia o czym będzie. Oglądałam go jedynie z powodu nominacji do Oscara.
Nie wiem, co napisać o tym filmie. Bardzo mieszane uczucia: od ekscytacji niesamowitymi widokami, rowerowym szaleństwem, przez zazdrość z powodu niezależności głównego bohatera (no i przecież ja też tak chcę!) - to na samym początku. Zdarzył się wypadek - głaz przygniótł mu rękę. I co? Przez cały film będzie kombinował jak się wydostać. Nic nie będzie się działo.
Ale coś mnie ruszyło, żeby oglądać dalej.
Film jest tylko pozornie statyczny.
Jest o walce. O woli życia, miłości życia, pasji, swego rodzaju jego pochwałą, uwielbieniem.

Nie mogę przestać o nim myśleć.

sobota, 19 lutego 2011

Odette i inne historie miłosne.


Eric Emmanuel Schmitt

No tak, miłosne.
Osiem historii o kobietach kochających i pragnących miłości. Czyta się bardzo szybko i bez wysiłku, może dlatego prawie nic mi po nich nie zostało. Wszystkie o podobnej konstrukcji, bardzo proste, choć jedna czy dwie zdołały mnie zainteresować czy nawet zaskoczyć.

Może po prostu nie lubię historii miłosnych.

środa, 16 lutego 2011

Zaskoczony radością.


C. S. Lewis
Zaskoczony radością

Po lekturę sięgnęłam zauroczona wspomnianymi kiedyś Listami starego diabła do młodego tegoż autora i ochami i achami, które wydobywały się nad nim z różnych źródeł.
Książka jest autobiografią autora. Głównym motywem jest utrata wiary i nawrócenie, a także tytułowa Radość będąca połączenie tęsknoty, euforii, smutku, fascynacji, na którą spojrzenie ewoluowało wraz z wiekiem i duchową przemianą Lewisa.
Czytając nie da się zapomnieć, że autor był profesorem literatury na uniwersytecie w Oxfordzie, który czytał, czytał, (...), czytał dzieła, o których istnieniu zwykły śmiertelnik nie ma pojęcia i to właśnie wpływ pisarzy różnych epok na utratę i potem kształtowanie wiary jest najbardziej widoczny. Pod sam koniec pisze o tym, jak Bóg dociera do najbardziej upartych i ślepych serc i umysłów, wybiera najmniej oczekiwany czas i środki aby powalić nas na kolana.
Czyta się... dobrze, ale nie jest to książka, która pochłania bez reszty. Mnie nie pochłonęła. Jest bardzo dużo odniesień do najróżniejszej literatury, w których zdarzało mi się gubić. 3/4 książki skupia się na okresie szkolnym autora, dopiero ostatnie 100 stron to opowiadanie o Oxfordzie i wojnie, a ostatni rozdział dotyczy sedna sprawy, czyli nawrócenia, ale we wstępie wspomina o tym, że nie ma to być pełna autobiografia.
Wybierając tę książkę spodziewałam się czegoś nieco innego, ale nie żałuję, że ją przeczytałam, mimo że zajęło mi to ponad... 2 miesiące.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

chcę wilczura.
i boksera.
i czarnego kota.
i burego.
i niebieskiego brytyjczyka.

sobota, 29 stycznia 2011

Wydaje mi się,
że jestem z azbestu.
Rzeczywistość jest zupełnie inna
- jestem słabiutka jak maleńkie dziecko.

sobota, 22 stycznia 2011

.

Serce, ogarnij się,
a ty go, rozum, pilnuj!

o.

środa, 19 stycznia 2011

Pooglądane:

Pooglądane:

Sztuczki, reż. A. Jakimowski.
Pora umierać, reż. D. Kędzierzawska. Taki... pięknie smutny. Rewelacyjna Danuta Szaflarska.
Alegria, reż. Franco Dragone. Jedna z piękniejszych bajek na świecie. Coś cudownego. Ale nie tak cudownego, jak występy Cirque du Soleil. W filmie występują artyści tegoż cyrku.
Opowieści z Narnii. Książę Kaspian, reż. A. Adamson.
Opowieści z Narinii. Podróż Wędrowca do Świtu, reż. M. Apted. Na przyszłość: nie oglądać filmów w 3D.

i chyba tyle.
napiszę więcej jak będzie więcej czasu.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Olifant.



Mam już jeden nóż w plecach i nie ma tam miejsca na następne.
Marcin Świetlicki

o ku*wa!!
nie mogę oddychać.

Filandia.



a w sobotę idziemy na koncert.

sobota, 1 stycznia 2011

no dobra.
jednak będzie podsumowanie.
na Nowy Rok jest postanowienie: wrócić do stanu tuż sprzed załamania na dobre, odstawić leki, zrobić coś dobrego dla siebie i innych.
Na wiosnę zrobić rundkę po knajpkach krakowskich, objechać Jurę na rowerze, chodzić po górach ile się da, oglądać filmy, czytać książki, chodzić na koncerty i do filharmonii. Dobrze się uczyć (ale bez przesady) i zrobić praktykę studencką.
Tyle.
To napisałam w styczniu 2010.
nie udało się odstawić leków,
stan sprzed załamania... raz jest, raz go nie ma, ale jest dużo lepiej niż rok temu.
z robienia czegoś dobrego dla innych ktoś inny mnie będzie rozliczał.
knajpki krakowskie... poznałam kilka mniej lub bardziej sympatycznych miejsc, choć nie tyle, ile bym chciała. ale nic straconego.
Jura na rowerze była raz, w tym roku będzie więcej, jeśli R. nie odmówi mi towarzystwa.
mało gór, ale pamiętam wycieczkę na Turbacz i ten morderczy maraton przez Beskid Śląski oraz ostatnią, nieplanowaną wyprawę polarną na górę Chełm.
przeczytanych 8 książek, z których... w sumie każda była wartościowa i żadnej z nich nie żałuję.
filmów było dużo. bardzo. lepszych i gorszych. ale cieszę się, że odzyskałam zainteresowanie, przynajmniej w tym obszarze.
koncerty były 3, może 4.
22 egzaminy/zaliczenia do przodu.
praktyka... jest.

z nadprogramowych:
najistotniejsza była chyba terapia.
ścianka, spełnianie marzenia.
praca - mam nadzieję pociągnąć.
kilka dobrych relacji.
x. - bardzo cenny.

nie udało się z bieganiem.
i nie wiem, co się jeszcze nie udało. nieważne.
teraz będzie nowe.

w tym roku:
kupić buty i magnezję
naprawić spanie i jedzenie
modlitwa
sport (ścianka, basen, bieganie, rower)
filmy, książki, koncerty, knajpki, góry i Jura dalej aktualne.
dokończyć terapię
wrócić do gitary
pracować dalej na forach
napisać pracę, skończyć licencjat i podjąć decyzję co dalej.

wystarczy.
powoli, spokojnie, bez nastawiania się na cuda-niewidy.
dobrego Nowego Roku!

środa, 29 grudnia 2010

.

zazdroszczę Ci,
że możesz ode mnie odejść.

ja od siebie
nie mogę.

wtorek, 28 grudnia 2010

Debiut.

antybiotyki szybko leczą.
spowiedź i terapia są jak zioła,
trzeba jeszcze trochę czasu i wysiłku.
Tato może pstryknąć palcami i wszystko zabrać,
ale sama droga jest ogromną wartością.
choć na razie nieciekawie to wygląda
i trochę mnie niepokoi,
ale zobaczymy gdzie dotrzemy.

Tacie zostawić decyzję o zbawieniu, o tym, jaką chce mnie mieć.

budować relację z samą sobą. nie na złości i agresji.
dotrzeć do siebie.
potem już jakoś pójdzie.

święta były całkiem dobre.
u rodziców ciężka atmosfera, ale unieśliśmy.
ochrzczona mała I.
kochana jest.

wczoraj dostałam :
Debiut Czesława (!!)
i się zachwycam.
dziękuję! :)

Czesław Śpiewa Tyłem do przodka

środa, 22 grudnia 2010

Pooglądane:
Gran Torino.
Parnassus.

nie chce mi się oglądać, czytać, myśleć, pisać.
jak się zdecyduję, to coś dopiszę.

wczoraj trening z samym P.
rozbabrana rana.
parę ćwiczeń.
udało się wejść do samej góry po prostych chwytach.
w planach zakup woreczka, magnezji i butów.

8 przeczytanych w ciągu roku książek.
słabo.

dobra, edit.
przed chwilą skończyłam oglądać:

Gra
reż. David Fincher
thriller

Nooo... przez cały film zastanawiałam się, kto zrobił taki pojebany film. Jakoś przegapiłam napisy początkowe, ale na końcowych już zobaczyłam, że niejaki pan Fincher, z którym mieliśmy już do czynienia przy okazji Fight Clubu.

Nicholas Van Orton (Michael Douglas), inwestor-milioner, dostaje od brata na 48. urodziny mały blankiet, zaproszenie do tytułowej gry, która toczy się... w dość niespodziewany sposób.
Dobry.

Od jakiegoś czasu mam w planie Social Network.
Ale przez Siedem nie mogę przebrnąć, utykam po 10 minutach.


Sting & Edin Karmazov, Can she excuse my wrongs.
wow.

czwartek, 9 grudnia 2010

Pooglądane.


August Rush
reż. Kirsten Sheridan
dramat

O tym, ile wiary ma w sobie dziecko. O tym, jak podąża za muzyką, o jego cudownym darze słyszenia muzyki w całym otaczającym go świecie.
Piękny i poruszający.
Cudowna muzyka.

środa, 8 grudnia 2010

Pooglądane.


Jeremy Jones' Deeper
reż. Jeremy Jones

Śnieg, lodowiec, niesamowite wysokości. Niesamowite emocje. I deska. Tam, gdzie helikopter nie doleci, trzeba wejść samemu. Nocą. Żeby dokonać tego jedynego zjazdu, którego jeszcze nikt nigdy nie zrobił.






Alone on the Wall
reż. Peter Mortimer, Nick Rosen

Half Dome free solo.
Half Dome to 600 metrowa pionowa, niemal płaska ściana w Parku Narodowym Yosemite w Kalifornii. Alex Honnold (23) wszedł na nią solo (!) - czyli bez uprzęży, bez żadnej asekuracji w czasie 2 h 50 min. Kompletnie sam. Jedno zachwianie, jedno zwątpienie = śmierć.
Zainteresowanym polecam zobaczyć, jak wygląda ta ściana (fragment na obrazku), żeby w pełni uświadomić sobie, czego dokonał Alex.

Potem jeszcze
Welsh Connection, reż. Dave Brown - wspinaczka skałkowa w Północnej Walii.
i
Deklaracja Nieśmiertelności, reż. Marcin Koszałka.
O Piotrze Korczaku, najlepszym Polaku uprawiającym wspinaczkę skałkową. O jego niezgodzie na starzenie się, niedomaganiu fizycznym.

Niesamowite, ogromne emocje. Zapomniałam oddychać, mrugać, spociły mi się dłonie i miałam dreszcze. Długo nie mogłam się uspokoić.

Wszystko w ramach 8. Krakowskiego Festiwalu Górskiego, 3-5,12.2010.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Wrażliwych przepraszam.

Huśtawka.
Jebana, pierdolona huśtawka.

Nie rozmawiać z M. o tym.
Po co? To nic dobrego.

Widziałam niesamowite rzeczy.
Ale o nich kiedy indziej.

Idę popływać.

Linkin Park From the inside.