wtorek, 11 maja 2010

Warsztaty kreatywności.

były fantastyczne warsztaty. kreatywności.
prowadzone przez muzykoterapeutkę. graliśmy na prostych instrumentach, tańczyliśmy, rysowaliśmy, pisaliśmy historię - wszystko przy muzyce klasycznej/instrumentalnej.
mój rysunek był... inny. zauważyłam to dopiero na tle innych prac.
bardzo przyjemny czas, warto było.

Pożegnanie małego wojownika Czesław Śpiewa

piątek, 7 maja 2010

Tesco Value


Odkrycie wczorajszej nocy.

Tesco Value

Duńska grupa założona przez Czesława Mozila, znanego w Polsce jako
Czesław Śpiewa.

Bardzo długo przechodziłam obojętnie obok Czesława (poza arcycudowną Maszynką do świerkania), ale obok Tesco Value przejść obojętnie nie mogę!

Wszystko na tej płycie jest: nieprzeciętny wokal, akordeon w brzmieniu ciekawszym niż klasyczne, znane mi do tej pory z wesel i innych imprez z przytupem, klimat, coś po prostu nowego, nadzwyczajnego, z czym jeszcze się nie spotkałam - i co bardzo mnie zachwyciło.

I coś, co mnie najbardziej wczoraj urzekło: Caesia&Ruben

edit (23:34):Wciągnęłam się we Wszystkie wcielenia Tary.Nie zmarnuję jutra.
Twórczość Czesława pod szyldem Czesław śpiewa też robi niemałe wrażenie. Ewenement.

sobota, 24 kwietnia 2010

The Ghost writer, reż. Roman Polański


Autor widmo
dramat/thriller


Lubię takie filmy. Jest zagadka do rozwiązania, tajemnica, zbrodnia i ktoś zupełnie nieświadomy grozy sytuacji, kto próbuje ową tajemnicę rozwiać.
Dość długo czekałam na rozwój akcji, brakowało tego haczyka, na którego reżyser powinien chwycić widza. Napięcie nie rosło, w każdym razie nie jakoś gwałtownie. Trochę dłużył mi się gdzieś w środku, ale jednak nie mogę powiedzieć, że film był całkiem nudny.

Na plus fakt, że pół drogi powrotnej z kina myślałam nad zakończeniem. Trzeba było poukładać w głowie puzzle.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Ostatni dzwonek, reż. Magdalena Łazarkiewicz


Ostatni dzwonek
dramat/psychologiczny

To jest walka, poświęcenie, miłość Ojczyzny.
Jedność.
Jak nam dzisiaj tego brakuje!

Dlaczego historia niczego nas nie uczy, a to, co miało nas łączyć, tak okrutnie dzieli?

Wspaniała muzyka.
I Jacek Wójcicki "Świr"

wtorek, 13 kwietnia 2010

Irvin D. Yalom, Kat miłości


Irvin D. Yalom MD
Kat miłości

10 opowiadań psychoterapeutycznych, skrót z psychoterapii (czasem tylko zaznaczenie kluczowych momentów) przeprowadzonych przez amerykańskiego psychiatrę i terapeutę.

Powalający wstęp.

O nieuchronności śmierci.
O szukaniu środków uśmierzających lęk przed nią, przekonaniu o własnej wyjątkowości i wierze w ostatecznego zbawcę. Podlegam takim samym prawom natury i losu jak wszyscy inni. Wierzę w Boga i Jego Opatrzność, ale to nie znaczy, że nie spotka mnie w życiu nic złego.
Dzięki pewnej świadomości śmierci dojrzewa w nas mądrość i życie staje się bogatsze.

O wolności.
Wolność to odpowiedzialność - nikt nie przejmie kontroli i odpowiedzialności za moje życie. Ono jest mi dane, ale przede wszystkim zadane, jest mi zadany czas, który muszę dobrze wykorzystać.
Wolność wiąże się z lękiem. Lęk zdaniem autora wynika z tego, że wszechświat jest nieuporządkowaną strukturą, a człowiek pragnie gotowej struktury, pewnika. Ja przyjmuję to, czego być może autor nie akceptuje - wszechświat nie jest nieuporządkowaną strukturą, został mu nadany odwieczny porządek i mogę się w nim czuć bezpiecznie.
Być odpowiedzialnym - być autorem (Sartre).
Mam wolność bycia tym, kim chcę, ale nie mogę uwolnić się od wolności.
Przyjęcie odpowiedzialności wprowadza w przedsionek zmiany.
Każda decyzja wymaga rezygnacji z alternatywnego rozwiązania.

O egzystencjalnej izolacji.
Nie traktować drugiego człowieka jako tarczę przed izolacją.
Nie zlewać się z drugą osobą - wtedy traci się siebie.
Chociaż jestem sam w swojej łodzi, otuchy dodają mi światła innych łodzi płynących w pobliżu.
Pytanie o sens.
Sens daje poczucie panowania nad swoim życiem. Jest źródłem wartości, które kształtują zasady postępowania. Pytanie: po co żyję? zamienia się na: jak mam żyć?
Im bardziej szukam sensu samego w sobie tym mniejszą mam szansę znalezienia go. Wyłania się on raczej z sensownego działania i postępowania.

Tolerancja niepewności.
Wiedza jest lepsza niż niewiedza, próbowanie i podejmowanie ryzyka jest lepsze od niepróbowania i niepodejmowania ryzyka.

piątek, 9 kwietnia 2010

Sherlock Holmes


Sherlock Holmes
kryminał, przygodowy

Genialny!
Już trochę czasu minęło, odkąd go widziałam, ale to jeden z lepszych filmów, jakie zdarzyło mi się ostatnio oglądać (uświadomiłam sobie, że ostatni, jaki widziałam - to było w lutym).
Nie ciągnęła mnie nigdy twórczość Pana Doyle'a, może stąd moje zaskoczenie (przemiłe!) filmem.
Napięcie, humor, dreszczyk, zaskoczenie, niedowierzanie... cała gama emocji towarzyszyła mi podczas jego oglądania.
Polecam!

By the way,
podobieństwo charakterów Holmes'a i House'a - uderzające, zabawne. Teraz już wiem kto był pierwowzorem Doktora.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych

Prowadź swój pług przez kości umarłych
Olga Tokarczuk

Naturą i powołaniem człowieka jest żyć w harmonii z przyrodą. Tak, Bóg w Dziele Stworzenia podporządkował człowiekowi zwierzątka i roślinki, ale nie mogę ich bezmyślnie niszczyć, "bo tak". Franciszek nazywa je braćmi i siostrami - to jest mój wzór i ideał, do tego chcę dążyć.

Myślę, że w innej sytuacji życiowej i kondycji psychicznej książka zanudziłaby mnie na śmierć. Nie ma tu wartkiej akcji, spisku, jest za to wątek kryminalny, który ciągnie się przez całą powieść i nadaje jej smaczku. Opisy Płaskowyżu, Kotliny Kłodzkiej, przyrody, która otaczała bohaterkę podczas "obchodów" działały na mnie bardzo uspokajająco - nie spodziewałam się, ale to jak najbardziej jest zaletą lekturki.

Teorii o tym, że zwierzęta się mszczą na ludziach za wszystkie bezeceństwa i zamiłowania do astrologii nie podzielam. Były momenty, w których miałam serdecznie dość bohaterki (jakkolwiek budzącej sympatię), uważałam, że grubo przesadza i rzeczywiście zakrawa na chorobę psychiczną, o którą bywa podejrzewana, ale nie zniechęciło mnie to do kontynuowania jej opowieści.
Rozwiązanie sprawy morderstw... mogłabym rzec, że dość zaskakujące, ale może dlatego, że zbytnio nie dociekałam.

Podobała mi się pierwszoosobowa narracja. Przez dość długi czas, zwłaszcza na początku, zastanawiałam się, czy autorka przekłada swoje przekonania na bohaterkę, czy się z nią utożsamia, i szukałam takich poglądów, z którymi osobiście się nie zgadzam.

Cieszę się, że przeczytałam tę powieść. Nie wiem, ile mi po niej zostanie, ale spędziłam przyjemny czas czytając ją. Na półce czeka Prawiek inne czasy tej samej autorki.

piątek, 19 lutego 2010

Mgła.

Mgła zasłania wszystko, ale jest nieuchwytna. Nie mogę wyciągnąć ręki i próbować jej schwycić, bo będę łapać pustkę, nic.


Utonie wszystko za wyjątkiem ciebie, chłopaku.
Lao Che Hydropiekłowstąpienie

czwartek, 18 lutego 2010


Szymon Hołownia
Ludzie na walizkach - zbiór rozmów

Przeczytane jeszcze po Bożym Narodzeniu. Ale ciągle jakoś tam wraca. Dlaczego cierpienie i o tym, ile go człowiek może w sobie pomieścić. I że można się nie poddać.
Cudem nie jest wyjście z cierpienia, tylko to, że mamy na tyle siły, żeby dalej żyć.
Żywi ludzie są na to dowodem. Nawet tu, blisko mnie - nie trzeba szukać daleko.

Pytania Pana Szymona bywają irytujące, ale do zniesienia. Przeczytałabym coś jeszcze tegoż.


Mam tzw. stosik do przeczytania:
Lesio J. Chmielewska - w ramach nadrabiania zaległości z klasyki bądź okolic i odreagowywania wszystkiego co się da.
Coś pożyczonego E. Griffin - przypadkiem.
Imperium R. Kapuściński - po raz trzeci już. Jedna z nielicznych książek, po którą sięgam kolejny raz i sięgać będę ciągle (marzy mi się własny egzemplarz, żebym mogła po nim pisać, rysować i robić cuda-niewidy. Wiem, nie wolno tego robić książkom, ale ta jest wyjątkowa.)
Toksyczni rodzice S. Forward - w ramach autoterapii.
Prawiek i inne czasy O. Tokarczuk - zobaczymy, czy dam radę.
Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet S. Larsson - czeka cierpliwie, mam nadzieję, że będzie słuszna uczta.
Międzynarodowe stosunki gospodarcze A. Budnikowski - na egzamin.


Dowiedziałam się, że naiwność jest cechą ludzi dobrych.
Gonitwa myśli. Mogę zwariować.
Lost 6 na tapecie. Pff...
Gospel w dalszym ciągu. Rozważam koncert w niedługim czasie.
I ciężkie rozmowy.

czwartek, 11 lutego 2010

Hydropiekłowstąpienie.


„Nie każda choroba jest unicestwieniem; bywa, że jest ona początkiem uzdrowienia duchowego.”


Mirka Juchnik


Kawałek wczorajszej nocy. Rozwalił na łopatki.
Lao Che Hydropiekłowstąpienie



sobota, 30 stycznia 2010

500 Days of Summer


(500) Days of Summer
komedia, romans, dramat

Unikam komedii romantycznych jak tylko mogę. Słusznie.
Tym razem jednak, za namową O. i w okolicznościach, w których "wrzucenie na luz" było bardzo wskazane, uległam. Nie żałuję.

Tom Hansen (Joseph Gordon-Levitt) strasznie sympatyczny, kochany wręcz i zabawny z tą swoją grzywką opadającą na czoło. I tańczący też.
Tylko szkoda, że akurat nie trafił z lokowaniem uczuć. Ale miał nadzieję i głęboko wierzył, że swoją miłością zburzy mur obronny Summer.
Fajnie, że pod jej wpływem powrócił do swojej pasji, odważył się na zmianę w życiu.
Być szczerym w wyrażaniu uczuć.

Ehma Jardin d'enfants

sobota, 16 stycznia 2010

!

"(...) Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbac o siebie i swoje własne uczucia. Poswięcać się temu co sprawia przyjemność. Ja zapisuje rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę. To bardzo ważne, by siebie samego nie nastawiać na dzień czy na całe życie tak ambitnie, że niepowodzenie będzie nieuniknione. Jesli człowiek chce za dużo osiągnąć, zaplanować, zrealizować, to jest stale z siebie niezadowolony. A może po to, by być z siebie zadowolonym, wystarczy robic rzeczy, które są potrzebne, godziwe, warte, dobre, bez wymagania od siebie wiecej, niż można osiągnąć. "


Prof. Wiktor Osiatyński

piątek, 15 stycznia 2010

Jeszcze

(...)
nie umiesz oddać siebie
jakże masz dostać wszystko
Jan Twardowski

Przeczytane/pooglądane:

Stowarzyszenie umarłych poetów

Najpierw książka:
od początku interesująca, wciągająca. Dziwię się, że do tej pory do niej nie sięgnęłam. Każdy z chłopców coś w sobie ma. Jeden uroczy, drugi tajemniczy, inny budzący mieszane uczucia. Powieść krótka, mimo zbliżającej się sesji przeczytana dość szybko. Jedynie poezja amerykańska mnie nie zachwyciła, zarówno w książce jak i w filmie.



Teraz film.

Zakochałam Neil'u Perry'm, którego grał młody Wilson. W filmie jego postać jest bardziej wyeksponowana niż w książce, tak samo jak nauczyciel literatury, John Keating (Robin Williams, świetna gra!). Jest kilka różnic między filmem a książką, brakuje scen, które są w filmie, za to jest kilka dialogów, których nie ma w książce (na plus). Generalnie film bardziej mi się podobał, bardziej przemówiła do mnie finałowa scena, wzruszyła. Poza tym chyba nie mogę czytać książki i oglądać filmu, muszę wybierać jedno albo drugie. Jak przeczytam książkę to film już nie jest tak ciekawy - przecież znam fabułę i wiem co się stanie dalej, więc po co oglądać (czytać w przeciwnym przypadku). To trochę denerwujące. Ale nie miałam takiego wrażenia oglądając Pana Tadeusza, Krzyżaków czy Przedwiośnia, choć ekranizację tego ostatniego uważam za wybitnie nieudaną, chyba nawet nie pooglądałam do końca.

Z uczelnianych:
napisana zerówka z zarządzania,
w poniedziałek nieruchomości.
Ciekawe trzy tygodnie się kroją.

Odrycie muzyczne:
Lady Pank: soundtrack do bajki O dwóch takich co ukradli księżyc.
Utwory: Chmurka, Hrabia, Matka i Siedmioramienna tęcza wymiatają!

sobota, 9 stycznia 2010

Cytat.

Być szczęśliwym nie oznacza bronić się przed cierpieniem, ale je akceptować.
E.E Schmitt Moje życie z Mozartem

niedziela, 3 stycznia 2010

Pooglądane:

Włoska robota
sensacyjny

Długo mnie trzeba było na ten film namawiać, raz zaczynałam i zasnęłam na samym początku. Ale teraz po obejrzeniu go długo nie mogłam wyjść z podziwu.
Napad doskonały! Rewelacja! Gra aktorów, te pościgi na łodziach na początku, potem samochodowe (wow!), troszkę humoru.
Trzyma w napięciu do końca.
Nie podobało mi się, że ekipa ujawniła się Steve'owi. Ale poza tym - jestem pod wrażeniem. Dawno nie oglądałam takiego filmu.


Avatar
sci-fi

Pokusiłam się na kino. Nie żałuję. Ładna bajka, od pierwszej chwili widać, że film jest rzeczywiście taki drogi, jak o nim piszą.
Bardzo mi się podobał. Niesamowite postaci (chciałabym mieć taką maskotkę :)), cały ich piękny świat, idealne wręcz współżycie z naturą i ze sobą nawzajem.
Przemyślenia (nic odkrywczego):
Nie wolno zabierać, niszczyć tego, co nie należy do nas. Nikt, żadna cywilizacja nie jest lepsza ani gorsza. Jest po prostu inna. To, że dzisiaj, w XXI w. zdarzają się grupy, plemiona, dla których największą wartością jest coś innego niż pieniądz, to naprawdę coś niesamowitego.

Swoją drogą
wczoraj pierwszy raz od lipca byłam w kinie i zauważyłam, że nareszcie sprawia mi to przyjemność. Nie wiem, czy to wyłącznie sprawa filmu, ale kino niesamowicie izoluje. Wydawało mi się, że istnieję tylko ja i bohaterowie (czasem zdarzało mi się wzdychać coś w rodzaju "jeeejkuuu!", mam nadzieję, że nikt nie słyszał. A potem wróciłam spowrotem do galerii, do żywych, i tak mi było szkoda, że nie mogłam zostać w tej izolatce.
Jak podreperuję budżet, będę tam zaglądać częściej. W Krk zdarzają się jeszcze na szczęście kina inne niż multikina, multipleksy itd. Nie mam nic przeciwko, ale nie robi na mnie wrażenia, że jakieś kino ma 20 wywalonych w kosmos sal. Ma być dobry film i ja - nic mi więcej nie trzeba.

Inne:
Chyba wracam do stanu sprzed załamania. Trochę nie mogę w to uwierzyć i jeszcze oglądam się wstecz, ale zdrowieję. Przynajmniej w dzień, w nocy jeszcze jest ciężko, ale koronka leci.
Byłam w kinie i cieszyłam się z tego, planuję iść na koncert Maleo - bardzo mi zależy. Czytam troszkę, w końcu coś mnie interesuje!!
Nie przejmuję się tak bardzo sejsą, na pewno nie będzie taka straszna na jaką wygląda, ile dam radę się nauczyć tyle będzie ok. Chcę (!) pojechać do Kalwarii, jeśli uda mi się ją zdać w pierwszym terminie, więc jest dodatkowa motywacja.
Jeszcze naprawić sen, wrócić do uprawiania sportu i przywieźć rower.
Natknęłam się na jakieś zapiski sprzed kilku lat w stylu: "X rzeczy, które zrobię zanim umrę" i przeczytałam:
- zdać prawo jazdy - zrobione!
- wyprowadzić się z domu - zrobione!
- mieć psa - to pewnie musi poczekać, aż przestanę wynajmować mieszkanie, bo chyba trudno znaleźć najemcę, który zgodzi się na psa, zwłaszcza szczeniaka
- objechać bliższą i dalszą okolicę na rowerze - zrobi się
- obejść poskie góry - j.w.
Podsumowując:
Na wiosnę zrobić rundkę po knajpkach krakowskich, objechać Jurę na rowerze, chodzić po górach ile się da, oglądać filmy, czytać książki, chodzić na koncerty i do filharmonii. Dobrze się uczyć (ale bez przesady) i zrobić praktykę studencką.
Tyle.

sobota, 2 stycznia 2010

Czytam:

Moje życie z Mozartem
Eric Emmanuel Schmitt

Początek mi się nie podobał. Jakieś wywody nieszczęśliwego piętnastolatka. Ale potem, gdy ten piętnastolatek dorósł...
Nie wiedziałam, że można tak pięknie słowami opowiadać muzykę.
Pogodzić się z nieuniknionym smutkiem. Zaakceptować tragizm istnienia. Nie wierzgać przeciwko życiu, negując je. Nie marzyć o innym życiu niż to, które jest. Przyjąć rzeczywistość z otwartymi ramionami. Taką, jaką mamy.
Prosić o mądrość powiedzenia "tak", kiedy wszystko wokół krzyczy "nie".
Przebaczyć sobie, że jestem człowiekiem. I to, jakim jestem człowiekiem.

Maleo Reggae Rockers Alibi

piątek, 25 grudnia 2009

Święta.

Pooglądane:

Fracture /Słaby punkt
dramat sądowy/thriller

taki jak lubię. z Anthonym Hopkins'em. już byłam pewna, że sprawa jest przegrana, że to jeden z tych filmów, który nie kończy się zgodnie z oczekiwaniami widza, ale jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. dobry.



Brave One /Odważna


dramat/kryminał/thriller

z Jodie Foster i Sayid'em z Lostów.
o tym, że wraz ze śmiercią kogoś bliskiego w nas też coś umiera.
co może się stać kiedy żyjemy w strachu i bólu.
zaintrygowały mnie te audycje radiowe.





I jeszcze:
Źródło
dramat/psychologiczny

ale nie zrozumiałam go za bardzo, nie zrobiły na mnie wrażenia historie z przeszłości i przyszłości, jedynie ta współczesna coś ruszyła.

Zapisałam się do biblioteki śródmiejskiej.
Wypożyczyłam
Ciotkę Julię i skrybę
i
Dżumę w Breslau
ale chyba nic z tego nie będzie.

czwartek, 17 grudnia 2009

Girl, Interrupted


Przerwana lekcja muzyki.
Biograficzny. Dramat. Psychologiczny.

W szpitalu psychiatrycznym. Ale nie takim, jak w Locie nad kukułczym gniazdem, tylko w takim troszkę lepszym. 18-letnia dziewczyna z borderline. Niezbyt wyraźnie pokazana choroba, jakbym nie wiedziała jak to wygląda, to z filmu bym się chyba nie zorientowała. Ale może nie o to chodziło reżyserowi. Osobowości granicznej chyba nie da się wyleczyć, takim się już jest, można tylko łagodzić skrajne stany. Chociaż nie wiem. Nie wyobrażam sobie tego.
Rola Susanny (Winona Ryder) bardzo dobra, denerwowała mnie Lisa (Angelina Jolie), ale może bez niej film nie miałby tego smaczku i byłby nudny.

Swoją drogą, intryguje mnie ta tematyka ostatnio.
Gdzie i jak szukać samego siebie?

Trzeba w końcu zażegnać kryzys czytelniczy. Kończy się rok, właśnie lekko oprzytomniałam i zorientowałam się, że nie przeczytałam w całości ani jednej książki. Zaczęłam kilka, ale żadnej nie udało mi się skończyć.
W związku z tym zastanawiam się, co wybrać w Empiku.

...i ciągle będzie sam,
i będzie tańczył wciąż na linie
i nie będzie się śmiał.

O tak.

niedziela, 13 grudnia 2009

Pooglądane:


Czekolada, dramat
ładny, ciekawy, intrygujący troszkę.
pokazuje różne charaktery, postawy ludzkie, przemiany.
kreacja głównej bohaterki (Juliette Binoche) całkiem niezła, bardzo podobała mi się postać babci Armande - pod spękaną, zgrzybiałą skorupką kryje się niesamowita osoba.
tak samo jest w przypadku burmistrza, tyle że on ma ładną skorupkę, ale wypaczone spojrzenie na moralność i religijność.
chciałabym spróbować takiej czekolady, jaką przyrządzała Vianne Rocher.


Diabeł ubiera się u Prady, komedia

na sobotni zimowy wieczór, kiedy odzywa się przygnębienie i trzeba ratować nastrój.
refleksja: po co tracić życie prywatne przy założeniu, że wyczerpująca praca jest tylko tymczasowa? stracimy pracę, ale wtedy nie odzyskamy utraconej miłości i przyjaźni, a przynajmniej długo nam przyjdzie o nią walczyć. nie warto.
Andy (Anne Hathaway)... uparta, zdeterminowana, wie czego chce i nie waha się "użyć smoka", żeby osiągnąć cel, spełnić marzenie. ma dobre serce, ale "nie ma wyboru" i poddaje się tytułowemu Diabłowi (wnioskuję, że to Meryl Streep - Miranda Priestly).
swoją drogą: świat mody, mediów, osobistości - kolorowy, ładny, ale co tam jest w środku??

Marzę o przeczytaniu naprawdę dobrej, pięknej i wciągającej książki.
Jutro biblioteka.